YayBlogger.com
BLOGGER TEMPLATES

piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 6

Nastało piątkowe popołudnie.
- Bawcie się dobrze! - krzyknęłam do nich na odchodne.
Louis obrócił się i wystawił kciuka w górę.
Wszyscy byli ubrani w eleganckie koszule, czarne spodnie i marynarki. Alex miała na sobie fioletową sukienkę i czarne szpilki.
Weszłam do domu i zamknęłam drzwi. Zayn siedział na kanapie i nalewał nam wina do kieliszków.
- Uaaa, wieczór sam na sam - powiedziałam, siadając obok niego.
- Naprawdę nie miałbym ochoty tam jechać. Te wszystkie sztuczne uśmiechy, jej płyta, o której każdy czas by pieprzył. To strasznie wkurzające.
- Rozumiem cię... sama nie lubię tej Rebecci - powiedziałam z sarkazmem.
Zayn parsknął śmiechem i powiedział:
- Masz pełne prawo jej nie lubić. Mam pytanie... Zauważyłaś może, że Louis ostanio jest jakiś... smutny?
- Nie - skłamałam. - Może się czymś denerwuje, czy coś... W końcu niedawno zerwał z dziewczyną.
- Miejmy nadzieję, że się dzisiaj trochę rozerwie - odparł Zayn zagryzając wargę.
- Panie Malik, proszę się nie zadręczać panem Tomlinsonem. Wszystko z nim w porządku. Pozbiera się do kupy za niedługo.
Film już się zaczynał. Zayn oparł głowę na moim ramieniu.
W trakcie filmu zadzwonił mi telefon.
- Słucham? - powiedziałam znudzona do słuchawki.
- Mary! Kurwa mać! - usłyszałam zapłakany głos Alex. W tle słychać było jakieś szumy i głosy. - Ten głupek zarywa do tej Rebecci! Całowali się. Zaraz do łóżka wskoczą, kurwa!
- Uspokój się - powiedziałam cicho. - Po prostu nie zwracaj na ich uwagi.
- Koniec! Idę z Louisem do kina. Teraz! Nie wiem kiedy wrócimy! Cześć - rozłączyła się.
- Coś się stało? - zapytał Zayn widząc mnie oszołomioną.
- Tak - wolno obróciłam głowę w jego kierunku. - Rebecca i Harry się całowali.
Zayn uniósł brwi i powiedział:
- Szybcy są.
- A Alex idzie z Louisem do kina.
- Ulala... nieźle.
Dokończyliśmy film i poszliśmy do kuchni zrobić coś do jedzenia.
Zayn trzymał w rękach książke kucharską.
- Masz coś ciekawego na oku? - zapytałam ruszając brwiami i ubrałam fartuszek.
- A może... "Babeczki zakochanych" - powiedział robiąc dziubek.
- Może nam wyjdą.
W trakcie pieczenia mieliśmy sporo zabawy. Nie obeszło się bez bitwy na mąkę, przez co byliśmy cali biali, ale to szczegół. Po wyciągnięcii babeczek z piekarnika, zaczęliśmy dekorować je różowym lukrem i małymi serduszkami. Na swoich babeczkach pisałam różne głupoty, typu: Zayn+Mary, Bitch Please, 1D rulez, Katy Perry's on replay, itp. Po skończonej robocie spojrzałam na nasze babeczki i stwierdziłam:
- Zayn, trochę koślawe napisy zrobiłeś.
- Oj tam, ważne, że płyną prosto z serca, haha - odpowiedział i pocałował mnie w czoło.
Ułożyliśmy je na paterze i postawiliśmy na stole w salonie.
Później wzięło nas na odpoczynek. Położyliśmy się na kanapie (nie wiem jakim cudem w dwójkę się tam zmieściliśmy, bo nasza sofa za wielka nie jest) i włączyliśmy po cichu muzykę. Akurat leciało "Taken". Prawie zasypiałam, aż nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zayn natychmiast się poderwał i po cichu, myśląc, że śpię, poszedł i otworzył drzwi. Usłyszałam tylko "Mary śpi, cicho", jakieś szepty i tupanie. Po chwili poczułam jak Zayn kładzie się obok i mnie przytula. Bardzo szybko zasnęłam. W nocy często mnie budziły jakieś szepty i dziwne odgłosy. Widziałam tylko, że Zayn też się budził i jak patrzyłam na niego pytająco, wzruszał ramionami.
Kiedy się obudziłam, nikt już nie spał. Nawet Nialler. Czułam się beznadziejnie. Bolał mnie brzuch i było niedobrze.
- Zaaayyyyyyyyyn... - wychrypiałam.
- O, nasza Śpiąca Królewna się zbudziła - powiedział Harry zauważając, że nie śpię.
- Spadaj... Źle się czuję...
Zayn wpadł do pokoju.
- Co jest? - zapytał i usiadł na skraju kanapy.
- Niedobrze mi... - mruknęłam. - Dawaj mi jakieś wiadro. I nie patrz, bo to nie będzie miły widok.
- Przyniosę ci tabletkę - powiedział, po czym wstał i wyszedł do kuchni.
- Nie gorszy mnie widok wymiocin - powiedział Harry, po czym usiadł na fotelu obok mnie i włączył telewizor.
Spojrzałam na niego gniewnie.
- Spierrrrdalaj stąd Hazz, bo poznasz mój gniew - powiedziałam, podnosząc się z kanapy.
Harry o mało co nie udławił się kawałkiem jabłka, które właśnie konsumował.
- Nie tak ostro, siostro - powiedział i nie ruszył się z miejsca.
Przewróciłam oczami. Zayn przyszedł i podał mi jakąś białą tabletkę, szklankę wody, a pod nos podstawił wiaderko.
- Tak na wszelki wypadek - powiedział z uśmiechem.
Popiłam tabletkę i upadłam ciężko na poduszkę.
- Sorry, ale nie mam siły, żeby przejść do swojego pokoju - powiedziałam i spojrzałam smutno w sufit. - No chyba, że chcecie mieć zarzygany cały korytarz.
- Uroczo - powiedział Liam i pogłaskał mnie po głowie. - To pewnie tylko jakieś zatrucie. Powinno ci za niedługo przejść. Ale jak masz ochotę zwrócić, to się nie krępuj. To ci dobrze zrobi.
W tym momencie chwyciłam wiadro i zwymiotowałam.
- Dawać mi tu paczkę chusteczek, dużo wody mineralnej i wydupiać wszyscy - jęknęłam.
Wszyscy pospiesznie wyszli z salonu, a Zayn dał mi całusa w policzek.
- Wołaj mnie, jakby co - szepnął.
Zamknęłam oczy i zasnęłam. Śniły mi się kurczaki w panierce.
- KURCZAKI, JEBANE KURCZAKI! - krzyknęłam, wybudzając się.
- Jakie kurczaki?! - zapytała przestraszona Alex, która siedziała na fotelu obok mnie i piłowała paznokcie.
- Co ty tu robisz? - zapytałam gniewnie, po czym znów zwymiotowałam.
- Cześć, Mary. Miło z twojej strony, że się obudziłaś, bo muszę ci coś powiedzieć.
- To ten zasrany kurczak, którego wczoraj jedliśmy! Stanął mi na żołądku. Dlatego rzygam na lewo i prawo - mruknęłam.
- Posłuchaj, co mam ci do powiedzenia. Sprawozdanie z wczorajszego przyjęcia.
- Dajesz. Ale nie mów głośno.
- No więc zaczynam. Zaczęło się od tego, że jak przyjechaliśmy to nikt nas nie chciał wpuścić do domu. W końcu zjawiła się Wielka Pani Domu, ta twoja ulubienica Rebecca. Wystrojona jak cholera, miała w trzy dupy biżuterii, kicz jak stąd do Bombaju, mówię ci. Nawet się miła wydawała. Najpierw zjedliśmy kolację. Oczywiście Harry siedział obok niej i cały czas o czymś pieprzyli, co szczerze mówiąc mało mnie interesowało.
- Pewnie o jej płycie? - podpowiedziałam.
- No, o płycie. Jezu, ale Hazz się tym jarał. No więc gadali, i gadali, aż w końcu Rebecca powiedziała, że jej "lokaj", kurwa, rozumiesz to, LOKAJ!, nas oprowadzi po domu. Oczywiście Harry został. A ja, ostrożna, trzymałam się jak najdalej za chłopakami, żebym mogła potem przejść szybko i zobaczyć co robi Hazz, nie zostając zauważoną. No więc oni coś tam oglądali, a ja fruuu, skręciłam w jakiś korytarz i znalazłam tę jadalnię, w której siedziała Rebecca i Harry. Więc przychodzę, a oni się liżą! Normalnie, myślałam, że na cycki padnę. No i stanęłam tam i kaszlnęłam, a oni się zorientowali. Rebecca wielce zaczęła pytać, czy mi się spodobał dom. Harry tylko opuścił głowę. A ja jak wydupiłam z tego jej domu, to aż się kurzyło. Louis poszedł za mną. Powiedziałam mu, że chcę gdzieś iść, i nie chcę być w jej domu dłużej. Poszliśmy do kina na jakąś komedię romantyczną. I w tym kinie, pocałowaliśmy się! Kumasz to, ja z Louisem! Nie wiem czemu, nie mam pojęcia, chciałam odreagować. A potem spotkaliśmy na ulicy Liama, Nialla i Harry'ego. Szukali nas. Wróciliśmy do domu, i ty spałaś. Zayn kazał być cicho i położył się potem obok ciebie. A ja i Louis poszliśmy do jego pokoju. I...
- Nie mówi mi, że wy... - otworzyłam szeroko oczy.
Skinęła głową.
- O ja pierdole. Jaka zdzira! - zaśmiałam się.
- Zamknij się - powiedziała Alex i uderzyła mnie poduszką.
- Hahaha, moja przyjaciółka poszła z pierwszym lepszym, Boże... - powiedziałam po cichu.
- Fajnie było - powiedziała Alex i wstydliwie się uśmiechnęła.
 - Zabezpieczaliście się? Zaraz, zaraz... - otwarłam buzię ze zdumienia. - Czy to was było tak słychać w nocy?!
- Nie wiem... - powiedziała Alex, udając zdumioną.
- No, no. Gratulacje. Ale ogólnie, szału nie było, dupy nie urwało?
- Haha, chyba nie urwało - powiedziała Alex i zaczęła się śmiać na całego.
No nie mogę. Jest tu ponad tydzień, a już zdążyła zaliczyć Louisa.
Z tego wszystkiego zapomniałam o wymiotach i bólu brzucha. Posprzątałam wszystko i resztę dnia spędzliśmy wszyscy razem przy gitarze. Przez kolejne dni w sumie nic się nie działo. Tak naprawdę spędzaliśmy wszyscy ze sobą dużo czasu, jeździliśmy do studia i na spotkania z fankami.


_____________________________________


Jak ktoś to czyta to proszę o zostawienie komentarza :D 
Zapraszam też do obserwatorów, to nie boli ^^



czwartek, 12 kwietnia 2012

Akcent Zayna

Hej :D Ostatnio mnie wzięło na przemyślenia dotyczące akcentu Zayna... Jak wiemy, Zayn ma pochodzenie pakistańskie i akcent też trochę inny, mimo tego, że jest z Anglii :D A tu kilka rzeczy na dowód, np:

W piosence I Wish, kiedy po Harrym śpiewa "Oh how I wish", konkretnie 3:10 TUTAJ, to nawet to "WISH" śpiewa z akcentem... Szczególnie to "sz" :D Wiem, że to głupie, no ale każdy szczegól się liczy!

Albo, jak powiedział "It's a bit chronic as well", z czego my z Olą zrozumiałyśmy coś w stylu "Izabel call meduza" :D KLIK 

Lub na przykład "Znajdź telefon" KLIK KLIK KLIK! I'm dead, hahaha ! <3

Jest jeszcze miliard przykładów, ale teraz dałam wam tylko takie, które nasunęły mi się akurat na myśl :D

Czy wy też uważacie, że akcent Zayna jest przesłodki?
Mam tylko wątpliwości, że jak już będę jego dziewczyną to będę go rozumiała, ale co tam! Świat do odważnych należy :DD

środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział 5

Reszta dnia minęła spokojnie. Zayn z Niallem grał w jakieś strzelanki na PSP, Harry cały czas gadał o spotkaniu z Rebeccą, Louis robił czat z fanami, Alex jak zwykle coś jadła, a Liam pomagał mi w zrobieniu kolacji.
- Mary, wiem, że nie widzi ci się to całe przyjęcie. Szczerze mówiąc, sam nie przepadam za tą całą Rebeccą. Jak Zayn się z nią spotykał, odradzałem mu... Nie podoba mi się ona, jest strasznie chytra.
- Przecież nic się nie stanie... Postaram się być dla niej miła. Ale chyba już dała sobie spokój z Zaynem.
- No nie wiem...
Spojrzałam na niego pytająco.
- Wydaje mi się, że ona chce go odzyskać.
Zamarłam.
- Że co proszę? Czy ona wie, że Zayn posiada dziewczynę? I CAŁKIEM DOBRZE SIĘ Z NIĄ DOGADUJE?
- Kiedy dzwoniłem do niej, żeby się zapytać, czy możemy Was przyprowadzić, postawiłem sprawę jasno. Powiedziałem jej, że nie ma co liczyć na randkę z Zaynem, i że jego dziewczyna mieszka z nami w domu. Odpowiedziała, że zobaczymy, kogo wybierze Zayn, i że nie masz przy niej szans...
- A to zdzira... Jak ona ma czelność takie rzeczy wygadywać!
- Mówiłem ci, że jest lekko jebnięta.
Wkurzona dokończyłam robienie kanapek i ułożyłam je na talerz. Na drugim talerzu była sałatka z serem, oliwkami, serem fetą, sałatą i pomidorem.
- Dzięki, Liam... Dobrze wiedzieć, że jesteś po mojej stronie. Bo Harry, jak widać, jest napalony na "Beccusię" jak Reksio na szynkę!
Liam parsknął śmiechem.
Zaniosłam talerze do salonu i położyłam na stole. Wszyscy, ucieszeni perspektywą wcinania kolacji, zaprzestali robić to, co robili do tej pory i zasiedli wokoł stołu.
- Smacznego - powiedziałam, siadając między Zaynem, a Louisem.
- Mmm, sałatka. Uwielbiam oliwki! - powiedziała Alex i oblizując usta nałożyła sobie na talerz sałatki.
- Zrobiłam z myślą o tobie - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Przyjaciółka odwzajemniła uśmiech i próbowała nabić oliwkę na widelec. Po kilku nieudolnych próbach, oliwka odskoczyła i poleciała prosto w stronę śmiejącego się Louisa. Pech chciał, że oliwka wpadła mu prosto do gardła. Chłopak zaczął się dusić i kaszleć. Harry natychmiast zareagował i zaczął klepać go w plecy. Louis uderzył się w klatkę piersiową i oliwka wyleciała na środek stołu. Z otwartą buzią, wpatrzona w oliwkę zaczęłam się tak gwałtownie śmiać, że o mało co nie spadłam z krzesła. Każdy po kolei spojrzał na mnie, a ja się śmiałam jak głupia. Zayn też się uśmiechnął. Po kilku chwilach każdy już był roześmiany, nawet Louis.
- No tak, dawno nie było przypałów - powiedziała zawstydzona Alex.
Po kolacji podszedł do mnie Louis.
- Coś mi się wydaje, że Alex chyba mnie nie chce - zażartował.
- Err... - opuściłam głowę i przygryzłam wargę.
- Co?...
- No, po prostu nie jesteś w jej typie... Ale hej! Znajdziesz kogoś innego - uśmiechnęłam się i położyłam mu rękę na ramieniu.
- Szkoda, że nie ma drugiej ciebie - zaśmiał się.
- Heh, no wiesz - powiedziałam i zarzuciłam włosami.
Oczywiście, nic nie czułam do Louisa. Bo przecież mam Zayna. Tak, ja i Louis byliśmy tylko przyjaciółmi.
Przechodząc obok Alex, mruknęłam:
- Powiedziałam mu.
Przyjaciółka skinęła głową i siadła przed telewizorem.
Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Nie chciałam ani spać, ani oglądać telewizora, ani nic innego. Podeszłam do Zayna i zapytałam:
- Wybierzesz się ze mną na spacer?
Chłopak skinął głową, objął mnie i wyszliśmy z domu. Powietrze na zewnątrz było chłodne. Już się ściemniało i uliczne latarnie powoli się zaświecały.
- Chcesz o czymś porozmawiać? - zapytał.
- Tak. Chodzi o te przyjęcie, i o Rebeccę Ferguson.
- O co chodzi?
- Ona... powiedziała Liamowi, że chce znów do ciebie... startować.
Zayn się roześmiał.
- Chyba nie sądzisz, że ma jakieś szanse?
- Nie wiem, kiedyś się z nią spotykałeś...
- No właśnie, spotykaŁEM. Czas przeszły. Nie wróciłbym do niej nigdy. Jest strasznie podstępliwa i myśli, że osiągnie wszystko to, co chce.
- Ale tym razem nie osiągnie?
- Nie. A nawet jak będzie próbować, to dam jej do zrozumienia, że ma się od nas odwalić.
- Po prostu boję się... boję się, że coś spieprzy. A potem my będziemy musieli to naprawiać. Naszym kosztem.
- Będziemy tam razem. Nie damy się jakiejś pindzie.
- Zayn, wiesz o tym, że cię kocham... Ale ja chyba bym nie wytrzymała jakbyś ty... i ona...
- Wiem o co chodzi... Ale ja bym nigdy nawet na nią nie spojrzał. Kiedyś mi się podobała, przyznam. Ale teraz, błagam cię...
- No ja myślę.
- Też cię kocham i nie chcę żadnej Rebecci. Było minęło - powiedział i spojrzał mi w oczy.
W tamtej chwili poczułam się po prostu idealnie. Mimo tego, że było mi zimno, chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Po spacerze wróciliśmy do domu.
Minęło kilka dni i nastała środa - dzień pogrzebu cioci Zayna.
Stałam przed lustrem w czarnej sukience, szarej marynarce. Na stopach miałam szpilki, a pod pachą trzymałam kopertówkę. Zayn stał obok mnie i wiązał muszkę.
- Myślisz, że będzie dużo ludzi? - zapytał.
- Twoja ciocia była bardzo ciepłą i sympatyczną osobą - powiedziałam i uśmiechnęłam się do odbicia w lustrze. Przypomniała mi się wizyta cioci Zayna, kiedy dopiero co tu przyjechałam. Przywiozła pełno jedzenia, kilka dni jedliśmy ciągle placki ziemniaczane. Była bardzo serdeczna, przegadałam z nią cały wieczór. Niesamowite, jak ludzie szybko odchodzą... - Jestem pewna, że będzie bardzo dużo osób.
- Tak trudno mi jest pogodzić się z jej śmiercią - powiedział Zayn i zakrył oczy.
Objęłam go.
- W życiu są takie chwile, że musisz jakoś przejść z kamienną twarzą. Ale pamiętaj, że masz mnie, Louisa, Nialla, Liama, Harry'ego. I nawet Alex.
- Mam nadzieję, że nic jej się nie stanie na tym pogrzebie i nie będziemy musieli jej chować razem z ciocią - mruknął.
- Gotowi? - usłyszałam głos Alex.
- Tak - odpowiedziałam.
- Zayn, bardzo mi przykro. Przyjmij moje kondolencje - powiedziała Alex i klepnęła go w plecy z taką siłą, że omal nie wypluł płuc.
Przełknęłam ślinę i spojrzałam na Alex spod byka.
- Wystarczy, wychodzimy - powiedziałam gniewnie i wyszłam z pokoju ciągnąc Zayna.
Nie myliłam się, ludzi było co nie miara. Po pogrzebie i stypie wszyscy pojechaliśmy do parku i usiedliśmy na ławce. Zayn zapalił papierosa. Nie chciałam go upominać, bo wiedziałam, że w ten sposób się odstresowuje. A tego było mu w tej chwili potrzeba.
- Nie było tak źle jak myślałem - burknął.
- Zayn. Nie mogło być. Z taką ekipą? - powiedział Liam i uśmiechnął się.
- Jesteśmy z tobą - powiedział Niall.
- Zawsze, Zayn - dodał Louis.
- I nie pal tyle - powiedział Harry.
- Muszę iść do Sainsbury's - powiedział Louis. - Kto idzie ze mną?
- Ja pójdę - powiedziałam i wstałam, dając buziaka Zaynowi w policzek. Ten spojrzał na mnie i powiedział:
- Kup mi proszę dwa piwa. I tacos.
Przewróciłam oczami i poszłam za Louisem.
Było bardzo ciepło i słońce świeciło mi w oczy. Lou na nosie miał okulary przeciwsłoneczne RayBan.
- Wyjebane w kosmos masz bryle - powiedziałam z uśmiechem, zdejmując mu je i zakładając sobie na nos.
- Nie, no jaki agent! - zaśmiał się Louis.
Weszliśmy do klimatyzowanego marketu Sainsbury's.
- Co kupujemy? - zagadnęłam.
- Mam listę - powiedział po czym przeleciał półki, powrzucał kilka produktów do koszyka i z uglą stwierdził, że to wszystko. Podeszliśmy do kasy.
- Jak ci się układa z Zaynem? - zapytał. Wydawał się być dość smutny,
- Jest w porządku. Pogadaliśmy o tym piątkowym przyjęciu... i wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- To... dobrze.
- Lou, wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko. Coś się stało?
- Chodzi o to, że Alex mi się bardzo podoba... w ogóle, nie mam szczęścia do dziewczyn.
- Słuchaj. Jesteś zajebistym przystojniakiem, świetnym przyjacielem. Masz nieziemskie poczucie humoru i cudowny głos. Masz rzesze fanek. Kumpli, na których zawsze możesz polegać. Rodzinę, która cie wspiera. Koleś, jesteś szczęściarzem. Możesz mieć prawie każdą... Tak naprawdę niczego ci nie brak. Dziewczynę znajdziesz, i nie będziesz miał ich mało. Masz dopiero 21 lat! Nie możesz brać tego wszystkiego na poważnie... Ej, masz się bawić, a nie zamartwiać.
- Niby masz rację, ale wiesz jak jest w praktyce?... Nie, bo ciebie nikt nigdy nie odrzucił.
- A skąd możesz wiedzieć? Nie jestem najbystrzejsza, urodą też nie grzeszę. Nie zawsze zdobywałam to, czego chciałam, jak Rebecca Ferguson, którą Styles się tak jara.
- Zauroczył się nią, to wszystko.
- A Alex nim...
Wyszliśmy ze sklepu. Przy wyjściu stała reszta.
Wepchnęłam Zaynowi siatkę z zakupami do rąk i wzięłam Alex na słówko.
- Proszę, umów się z Louisem... Nie musicie się nawet trzymać za ręce. Po prostu wyjdź gdzieś z nim i pogadaj. Prooooszę - powiedziałam proszącym tonem.
- Nie... Ja chcę się umówić z Harrym, kurde! Zrozum to...
- Ale Louis jest taki słodki i tak mi go szkoda... - powiedziałam i spojrzałam w stronę chłopaków. Właśnie rozdawali autografy jakimś fankom.
- Może... jak mi nie wyjdzie z Harrym... to możliwe.
Odeszłam zrezygnowana. Po południu wyszliśmy na ogród. Było bardzo upalnie, więc ubraliśmy się w kostiumy kąpielowe i kąpielówki. Alex się opalała, Louis, Liam i Niall wygłupiali się w basenie. Ja siedziałam z Zaynem i Harrym i nagrywałam ich odpowiedzi na pytania z Twittera. Ogółem, było miło i spokojnie. Taka cisza przed burzą. Dosłownie, bo właśnie zaczął lać deszcz i na niebie pojawiły się błyskawice, i w przenośni, bo w piątek mieliśmy jechać na przyjęcie do Rebecci.
Wszyscy pobiegli do domu, i generalnie tyle było z pięknej pogody.
Ja z Zaynem poszliśmy się przebrać w normalne ciuchy.
- W co mam się jutro ubrać? - zapytałam, ubierając dżinsy.
- W nic wykwintnego. To tylko głupie przyjęcie, na które szczerze mówiąc nie mam ochoty.
- A może... zostaniemy w domu? Hm?
- Też o tym myślałem. Znaczy, jeśli chcesz iść to nie ma problemu. Zostanę sam.
- No co ty, za nic bym tam nie poszła bez ciebie.
Poszliśmy do salonu.
- Ej, chłopaki... My z Mary zostajemy jutro w domu - powiedział, po czym szybko objął mnie ramieniem.
- Yyy, znaczy... wypożyczymy jakiś film - dodałam.
- Mam nadzieję, że zrozumiecie... Nie jestem za bardzo w nastroju na imprezowanie. Ani na spotkanie z nią.
- Jasne, stary, rozumiemy - powiedział Liam.
- Bez dwóch zdań - dodał Louis.
Wszyscy pokiwali głową dając do zrozumienia, że jest OK.
- A co ze mną? - zapytała Alex z pełną buzią. Siedziała na kanapie, a w rękach miała miskę z czipsami.
- Jedziesz. Poznasz Rebeczkę - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
Dziewczyna prychnęła i wróciła to oglądania telewizji.
Wieczór nam minął spokojnie. Nikt się nie zadławił żadnym produktem żywnościowym.

______________________________

spadam kończyć 17 :) KLIK 


macie Lou :)x

niedziela, 8 kwietnia 2012

Rozdział 4

- Wszyscy się wzajemnie kochamy i szanujemy. Jesteśmy trochę jak... Dzieci Kwiaty! Naprawdę, nie chcemy żebyś nigdzie wyjeżdżała - powiedział Harry. - Zapomnijmy o wszystkim.
- A ja postaram się być bardziej ostrożna - dodała Alex.
- No więc, pijemy za Dzieci Kwiaty! - powiedział Liam i podniósł szklankę z drinkiem.
- Zdrowie! - krzyknęłam i stuknęłam szklanką z drinkiem o szklanki innych.
Harry podszedł do radia i włączył muzykę.
Przez resztę wieczoru graliśmy trochę w karty, w butelkę, tańczyliśmy i wygłupialiśmy się.
- Zayn... - powiedział pijany Harry, czkając. - Jaaa... cię kocham... i Liam... Lou i Niall... kocham was jak braci... Zawsze będę... Zawsze będę przy was... O, tak.
- Stary, my ciebie też! - wykrzyknął Louis.
- Aleee... nie opuścicie mnie? - upewnił się Harry.
- Never - odpowiedział Liam i padł na sofę. Zasnął w sekundzie.
- Hazz, czas na ciebie - powiedziałam i podeszłam do niego. - Zayn, pomóż mi go zanieść do łóżka.
Oboje go zanieśliśmy do jego pokoju. Zakryłam go pościelą i zasunęłam rolety.
- Mary, siostro... - wydukał. - Ciebie też kocham, wiesz?
- Tak, tak, ja ciebie też. A teraz śpij.
- Dobranoc - powiedział i dał mi buziaka w policzek, kiedy pochylona układałam mu poduszkę.
Uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju.
- Maaaaaaaaaaaaaary!!! - usłyszałam przeraźliwy krzyk Nialla.
- Idę! - westchnęłam i ruszyłam w stronę salonu.
Po kilku próbach położenia Nialla do łóżka i ciężkim starciu z Louisem, który za nic nie chciał iść spać, w końcu było cicho. Jedynie ja i Zayn byliśmy w miarę trzeźwi. W miarę. Alex padła na fotel w salonie już dawno temu.
Podeszłam do stolika i chwyciłam dwie puste butelki po wódce, po czym wyrzuciłam je do kosza.
- Kochanie, usiądź w końcu - wymruczał Zayn siedzący na kanapie.
- Muszę przecież ogarnąć ten bajzel.
- Muszę coś z tobą zrobić! - powiedział po czym wstał, wziął mnie na ręce mimo moich wielkich protestów, zaniósł do jego pokoju.
- Puść mnie, alfonsie! - śmiałam się. - Zgłoszę to na policję!
Oboje położyliśmy się w łóżku i szybko zasnęliśmy.
Kiedy się obudziłam, było widno. Ptaki już zaczęły cicho ćwierkać, a słońce nieśmiało wyglądało zza horyzontu. Zayn leżał obok mnie i słodko spał. Uważnie studiowałam każdą rysę jego twarzy. Uważał, że był przeciętnej urody. Dla mnie był idealny. Długie rzęsy, czarne, gęste brwi i wydatne usta... To wszystko tworzyło zapierającą dech w piersiach całość. Koc, pod którym leżeliśmy był biały i bardzo puszysty. Podciągnęłam go sobie pod szyję i pogłaskałam Zayna po policzku. Chyba nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Chciałam skakać pod sufit, krzyczeć z radości: dziękuję! Za cudownego chłopaka, wspaniałych przyjaciół, za rodzinę...
Zayn niepewnie otworzył oczy.
- Nie śpisz? Która jest? - zapytał i ziewnął.
- Szczęśliwi czasu nie liczą - mruknęłam. - Cześć, też miło cię widzieć.
- Oj, kotku... - pocałował mnie.
Oderwałam się od niego i w uśmiechu wstałam ubierając kapcie.
- Spadam do siebie. Bo jeszcze ktoś zobaczy... (mina z pięścią w buzi)
- No tak, to takie dziwne, że para razem śpi - powiedział i się przeciągnął.
- Może dziwne, może nie. Wolę nie ryzykować i iść zobaczyć, czy wszystko u wszystkich ok. Po wczorajszych ekscesach pewnie będą dochodzić do siebie jeszcze długo - powiedziałam i szybko dałam mu buziaka.
Przygryzł w wargę, wyciągnął paczkę z papierosami i zapalił.
- Wiesz, że mi to nie przeszkadza, ale miałeś rzucić - powiedziałam.
- Racja - odpowiedział, zaciągnął się i wyrzucił niedopałek przez uchylone okno. - Dobra, ja się jeszcze położę spać, strasznie mnie głowa boli.
- Przynieść ci aspirynę?
- Nie trzeba. To tylko mały kac.
Skinęłam głową i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Przede mną znikąd wyrosła Alex. Wypuściłam powietrze.
- Nie strasz mnie - burknęłam i wyminęłam ją idąc do salonu.
- Ej, ej! Mary... czy ty... czy wy? No wiesz...
- Nie, tylko spaliśmy, wyobraź sobie. Musieliśmy kłaść innych do łóżek. No, z wyjątkiem Liama i ciebie, bo wy spaliście w salonie. Nie mieliśmy siły na mruganie, a co dopiero na... coś innego.
- No tak, przeniesienie Nialla musiało być istnym wyzwaniem - zaśmiała się przyjaciółka. - Powiedz mi, czy Harry chciałby się ze mną umówić? Na pewno ci powiedział, jakie mam szanse. O ile jakieś w ogóle mam...
- W dupę, gdzie Liam?! - zapytałam z przerażeniem w oczach gdy na kanapie nie było nikogo.
- W nocy wstał i poszedł do swojego pokoju, żeby mi zrobić miejsce na kanapie, bo nie miałam siły, żeby iść do swojego łóżka - powiedziała Alex i wyszczerzyła się.
- Raczej ci się nie chciało - dodałam. - Ale przecież my zawsze byłyśmy leniwe i lubiłyśmy jeeeeeeeść! No, to co dzisiaj na śniadanko, co? Zgłodniałam, a dopiero siódma rano!
- Nie zmieniaj tematu, piczo.
- No cóż... Mam dobrą i złą wiadomość.
- Dawaj dobrą.
- Louis chciałby się z tobą umówić! Juhuuu... - powiedziałam i klasnęłam.
- A zła? - zapytała Alex z grymasem na twarzy.
- Harry nie wykazuje większego zainteresowania twoją osobą - powiedziałam i pospiesznie wzięłam łyk soku z wielkiego kubka, który należał do Zayna i zakrywał połowę twarzy.
Alex opuściła głowę i oblizała usta.
- Pewnie ma jakąś dziwkę na boku - powiedziała.
- Możliwe - odpowiedziałam.
Przyjaciółka spojrzała na mnie z rezygnacją.
- Znaczy się... nie! Pewnie jest gejem, albo kimś z tych. Nie żebym miała coś do gejów.
- Nawet się z jednym całowałaś - zasmiała się Alex.
- To było dawno, on nie był gejem, tylko tak wyglądał, poza tym to nie był prawdziwy pocałunek!
- No tak, pierwszy był z Mańką!
- Nie! To się nie liczyło, uczyłam się dopiero.
- Tsaaa...
- Pierwszy był z Zaynem - powiedziałam, postawiłam kubek na blacie i odwróciłam się w stronę okna.
- No więc, z łaski swojej, daj delikatnie do zrozumienia Louisowi, że go nie chcę. Znaczy, każdy z 1D jest słodki i zajebisty, ALE... Ja chcę Harry'ego!
- To, że ty chcesz, to nie znaczy, że dostaniesz - mruknęłam.
- No wiem... Pewnie nie chce mnie dlatego, że go wtedy przewróciłam.
- Pewnie cię nie chce, dlatego, że albo nie jesteś w jego typie, albo on po prostu nie chce mieć dziewczyny - skwitowałam i pomachałam listonoszowi, który właśnie skręcał w ścieżkę prowadzącą do naszego domu.
Wyszłam na ganek uśmiechnięta.
- Dzień dobry! Jakieś listy dla nas? - zapytałam.
- Tak, nawet kilka. I jakaś przesyłka - odpowiedział, wręczył mi plik kopert i jedną paczkę.
- Dzięki. A jak się czuje pana mama?
- Dziekuję, coraz lepiej, już chodzi sama do sklepu. Noga zdecydowanie mniej ją boli.
- Proszę ją ode mnie pozdrowić! Do widzenia - powiedziałam i weszłam do domu.
Usiadłam na stołku w kuchni i rzuciłam listy na blat.
- Jest tu list zaadresowany do wszystkich z 1D - powiedziała Alex trzymając fioletową kopertę.
- Serio? - zapytałam i wyrwałam kopertę przyjaciółce sprzed nosa. Otworzyłam ją. - Zaproszenie dla zespołu One Direction na inauguracyjne przyjęcie z okazji wydania pierwszej solowej płyty... Rebecci Ferguson.
- Pierdzielisz. To ta, z którą randkował Zayn? W "X Factor"?
- Mhm - powiedziałam i wzięłam głęboki oddech. - A najlepsze jest to, że mnie nie zaproszono. Czyli będę musiała puścić Zayna do obozu wroga.
- Przecież sobie ufacie.
- Boję się, że jednak nie.
- No to wproś się na tę imprę.
- Nie wiem, czy Zayn będzie w sosie. No wiesz, w końcu ma żałobę...
- Przecież to tylko przyjęcie. Nie jakaś całonocna impreza pełna alkoholu, muzy i napalonych lasek.
- Niby tak. Jestem ciekawa jak na to zareagują - powiedziałam i zakleiłam kopertę z zaproszeniem.
- Pójdziesz tam z nimi. Najwyżej dasz jej w pysk, jak cię wkurwi. Masz prawie 17 lat, powinnaś dać jej do zrozumienia, że z tobą nie warto zadzierać.
- Ale skąd ja mogę wiedzieć, czy ona będzie się do niego kleić? A może ma już męża? Nic o niej nie wiem.
- Wiesz, że jest szpetna.
- Według Pana Malika, jest bardzo ładna i urokliwa.
- Ten koleś jest ślepy - wymamrotała Alex z buzią pełną płatków kukurydzianych.
- No dzięki - prychnęłam i skinęłam głową Harry'emu, który właśnie wszedł do kuchni.
- Hej, dziewczyny - przywitał się.
- Siemasz - odpowiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha Alex.
- Hej, Hazz. Chcesz kawy? - zapytałam i przewidując odpowiedź wstałam i włączyłam ekspres.
- Poproszę. Jest dla mnie jakaś poczta?
- Jest jakiś list dla was wszystkich - powiedziałam.
Harry spojrzał uważnie na fioletową kopertę, otworzył ją i przeczytał zawartość listu.
- Rebecca Ferguson nas zaprasza na premierę jej płyty! - powiedział podekscytowany.
- Ooo, jak miło, musicie zrobić zdjęcia, chcę ją zobaczyć. Kiedy?
- W piątek. Ale wiesz o tym, że idziesz z nami? I ty, Alex, też.
- No ccco ty... nie zaprosiła nas. Nawet nas nie zna - powiedziałam.
- Zadzwonię do niej i zapytam, czy możemy przyprowadzić dwie osoby. Chyba się nie obrazi - powiedział Harry z uśmiechem i odłożył kartkę. - A tak w ogóle, to dziękuję Ci, że się wczoraj tym wszystkim zajęłaś. W sensie nami i tym bałaganem.
- Ktoś to musi robić. Wy też byliście bałaganem, nawiasem mówiąc - burknęłam i podałam mu kawę.
Spojrzałam za okno. Słońce już świeciło, jakiś chłopiec jeździł na małym rowerze. Starsza kobieta szła z zakupami, a naprzeciw dwa psy bawiły się na trawie. Było to wszystko beztroskie i naturalne.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Rozdział 3

Na drugi dzień wszystko było już w porządku. Louis nie był przybity, a Zayn nie wspomniał ani słowem o cioci czy pogrzebie. Wszystko wydawałoby się być, jak miało. Liam pogwizdując podrzucał naleśniki na patelni, Zayn nalewał soku do szklanek, Louis jak zwykle żartował. Harry siedział obok i esemesował, a Niall siedział na sofie i pobrzdąkiwał na gitarze. Ja rozmawiałam z Alex.
- Co dzisiaj robimy? - zapytała przyjaciółka.
- Chyba pojedziemy do wesołego miasteczka. Tak, dla rozrywki.
- No raczej! Ale będzie zajebiacha. Normalnie, sikammm! A jak się będę bała to ktoś mnie przytuli? Na przykład... Harry? - zapytała i puściła mi oczko.
- Zobaczymy - odparłam i jednym ruchem wzięłam z blatu talerz z naleśnikiem.
Po śniadaniu i wszechobecnym chaosie związanym z wybieraniem najszybszej trasy prowadzącej do wesołego miasteczka, wpakowaliśmy się do samochodu. Prowadził, jak zwykle, Louis. Po 20 minutach dotarliśmy do celu. Stanęliśmy wszyscy przed bramą.
- Woooah, duże to - powiedziała Alex.
- No - odpowiedział Niall po chwili ciszy.
Po wykupieniu biletów rozdzieliliśmy się. Ja, Zayn, Alex i Harry poszliśmy na "Diabelski Śmiech". Była to atrakcja składająca się z siedmiu krzesełek ułożonych naokoło trzonu. Krzesełka jeździły z dołu do góry, i na odwrót z coraz większą prędkością.
- Na pewno chcecie na to iść? - zapytała drżącym głosem Alex.
Powiał chłodny wiatr i kosmyki włosów padły mi na oczy.
Usłyszałam mroczny śmiech dochodzący z karuzeli.
Harry skinął głową i ruszył w stronę krzesełek. Zayn wzruszył ramionami i pociągnął mnie za sobą.
Kiedy krzesłka się już zapełniły karuzela ruszyła. Chwyciłam Zayna i Alex za ręce i zamknęłam oczy.
Poczułam wiatr we włosach i duży wstrząs. Podskoczyłam na krześle i spojrzałam przestraszonym wzrokiem na Zayna. On uśmiechnięty od ucha do ucha machał ludziom na dole. Spojrzałam pod nogi i zobaczyłam ludzi małych jak mrówki.
- Ożesz kurwa! - krzyknęłam i ponownie zamknęłam oczy.
Powtórzyło się to kolejno 6 razy, coraz szybciej. Pod koniec już miałam otwarte oczy i nawet się uśmiechałam piszcząc jak głupia.
Po zakończonej atrakcji wyskoczyłam z krzesełka jak z procy i autmatycznie skręciłam w prawo. Strasznie kręciło mi się w głowie.
- Spokojnie, uważaj! - powiedział Zayn i złapał mnie pomagając mi utrzymać równowagę.
Obróciłam głowę i w tym momencie Alex, która równie szybko wyszła z krzesła, potknęła się o wystający kabel i wpadła na Harry'ego przewracając go. Chłopak z wielkim hukiem upadł na beton.
- AŁĆ! - krzyknął łapiąc się za nogę.
Zayn podbiegł do niego i przyklękł.
Alex zakryła usta kręcąc głową, chyba niedowierzając temu, co właśnie zrobiła.
- Alex, ciulu jeden! - powiedziałam wypuszczając powietrze.
- Matko, ale ze mnie niedojda! Jezussssssssss, zawsze coś spierdzielę. Harry, wszystko ok? Przepraszam cię...
Harry z grymasem na twarzy uśmiechnął się i powiedział:
- Takkk... znaczy... trochę mnie kolano boli.
Po tym niefortunnym incydencie poszliśmy jeszcze na kilka atrakcji, do domu strachów i na gokarty.
Po kilku godzinach zmęczeni, ale szczęśliwi, spotkaliśmy Nialla, Liama i Louisa i zasiadliśmy wszyscy przy stoliku w pizzeri.
- Harry, a ty co taki mizerny? - zapytał Liam.
- Eh... nieważne. Taki mały wypadek...
- To jaką pizzę bierzemy? - zmieniłam temat otwierając Menu.
- Margharita! - wykrzyknęli wszyscy razem.
- Chyba nie mam tu nic do gadania - dodałam w uśmiechu.

Po posiłku wszyscy wyruszyliśmy do domu. Zayn prawie zasypiał mi na ramieniu. Alex nadal była zmieszana, ale Harry już wyraźnie o wszystkim zapomniał, bo teraz robił głupie miny do lusterka wstecznego. Wszyscy byli cicho i widać było, że każdy tylko marzy o tym, aby znaleźć się w domu.
Kiedy dotarliśmy, każdy poszedł w swoją stronę. Liam i Niall do swoich pokoi, Louis do kuchni, Zayn poszedł zapalić papierosa, a Harry usiadł przed telewizorem w salonie.
Ja i Alex udałyśmy się do jej pokoju. Usiadłam przy stole i zaczęłam pisać list do rodziców. Zawsze lubili dostawać listy, zdecydowanie bardziej niż sms-y.
- Powiem ci, że po dzisiejszym dniu mam dość samej siebie - powiedziała Alex patrząc w okno.
- Weź przestań. Mała wpadka u niedźwiadka - powiedziałam.
Alex spojrzała na mnie i uniosła jedną brew.
- Aha?
- Jezus, wymyśliłam sobie rym.
- Ale ten Harry jest słodki. Mega! Szkoda tylko, że go uszkodziłam - westchnęła Alex.
- E tam, nic mu nie jest. Troche obdarł kolano, ale to przecież nic.
- Krew mu się lała strumieniem!
- Serio?... Nie zauważyłam... - powiedziałam z sarkazmem i odwróciłam się do drzwi. Stał w nich Harry. Alex, odwrócona do niego tyłem nie zauważyła go i zaczęła:
- Jaja se robisz. Ale powiem ci, że chętnie poszukałabym z nim tego "pilota", hahaha... A jak się uśmiecha, to w lewym policzku ma taki słodki dołeczek...
- Alex... - powiedziałam cicho, ale nie zwróciła na mnie uwagi.
- W ogóle jest słodki i uroczy. Matko, ale bym się z nim spiknęła! Nie dość, że przystojny, to pewnie też inteligentny... Ale przecież ty z nim długo mieszkasz, opowiedz mi o nim! - powiedziała i obróciła się. - Jezu święty...
- Ja tylko przechodziłem... - powiedział Harry speszony i zawrócił.
- Nie mów mi, kurwa, nie mów mi, że on to wszystko słyszał.
- Cóż... no to ci nie powiem.
- Mów!
- Słyszał...
- Czemu mnie nie ostrzegłaś?!
- Próbowałam, ale ty swoje...
- On mnie ma za totalną idiotkę...
- Chyba się przyzwyczaił - powiedziałam ze śmiechem.
Przyjaciółka spiorunowała mnie wzrokiem.
- Znaczy się, pewnie mu to wisi - dodałam.
Alex usiadła na kanapie i ukrya twarz w dłoniach.
- Proszę cię, wyjdź Mary. Ja muszę się pociąć. ŁYŻKĄ!
- JAKĄ ŁYŻKĄ?! - usłyszałam głos Liama przechodzącego korytarzem.
Zaśmiałam się.
- Spokojnie Liam, nie pozowolę tej łyżce cię tknąć! - powiedziałam i wyszłam z pokoju Alex.
"Albo ma takiego pecha, albo żyjemy w dziwnym świecie" - pomyślałam i weszłam do swojego pokoju.
Poukładałam na półkach książki, pościeliłam łóżko, wytrzepałam dywan, złożyłam ciuchy do szafy i usiadłam na łóżku.
Usłyszałam ciche pukanie.
- Proszę - odparłam.
Do pokoju wszedł Louis i zamknął drzwi.
- Cześć, Mary. Słuchaj, mam sprawę... Chodzi o Alex.
- Wiem, że wydaje ci się, że jest największą niedojdą i udupem na świecie, ale ona się tak na ogół nie zachowuje! Uwierz mi, znam ją już 10 lat.
- Nie chodzi o to... Ja...
Spojrzałam na niego uważnie.
- Podoba ci się? - zapytałam uśmiechnięta.
- T-tak... - wyjąkał. - No, wiesz... Chciałbym się z nią umówić, czy coś...
- Postaram się z nią porozmawiać. Na pewno nie będzie miała nic przeciwko.
- Jej, dzięki Mary! - powiedział i objął mnie z radością.
Odwzajemniłam uścisk i wyszczerzyłam zęby.
- Lubię być przydatna - powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
Nagle drzwi gwałtownie otworzyły się i weszła zapłakana Alex z walizką w ręce.
- Chciałam się pożegnać. Ja... wyjeżdżam do Polski.
Ku mojemu zdziwieniu Louis zerwał się z łóżka szybciej niż ja i podbiegł do Alex.
- Dlaczego? - zapytał. - Coś się stało?
- Tyle wpadek... Na pewno każdy z was uważa mnie teraz za ostatniego ciecia...
- Ja na pewno nie. Z resztą nikt cię za ciecia nie uważa. Każdy cię tu lubi, czemu chcesz po 2 dniach wyjechać, skoro wszystko jest OK?
- Strasznie się za siebie wstydzę - wyszlochała i położyła głowę na ramieniu Louisa.
Zadowolony chłopak obrócił głowę w moją stronę i się wyszczerzył.
Szybko pokazałam kciuka w górę.
- Nawet się nie waż wyjeżdżać - powiedziałam i zaczęłam rozpakowywać walizkę. - Nigdzie się nie ruszysz, no chyba, że chcesz się zetrzeć z pięcioma gorylami i jedną gorylicą, ha!
- Wolę nie - odpowiedziała Alex i przygryzła wargę.
- Porozmawiam z Harrym... Jeśli chcesz - dodałam.
- Proszę, zrób to. A ja się wypakuję do końca.
- Pomogę ci! - zaproponował Louis.
Wyszłam z pokoju zostawiając ich samych.
Przeszłam korytarz i skręciłam w prawo kierując się do salonu. Na kanapie siedział Harry. Klapnęłam obok niego.
- Siemaaaa! - zagadnęłam go wesoło.
Spojrzał na mnie dziwnie.
- Chcesz czegoś? - zapytał ostrożnie.
- Czy ja zawszę muszę czegoś chcieć? No, dobra, w większości przypadków tak jest. Ale teraz muszę z tobą pogadać. O Alex.
- O mojej prześladowczyni? - zaśmiał się i wziął głęboki oddech. - No dobrze.
- Ona nie jest taka, jak ci się wydaje.
- A skąd wiesz co mi się wydaje? - zapytał i popatrzył mi w oczy.
- Nie utrudniaj mi tego - jęknęłam. - Mogę się domyślić, że uważasz ją za... lekko dziwaczną.
- No cóż... Przewróciła mnie i dowiedziałem się, że poszuka ze mną pilota. Nieee, to wcale nie jest dziwne...
- Styles! Weź ogar. Postaraj się ją zrozumieć. Jest waszą wielką fanką! A narobiła sobie takich przypałów, i chce wyjechać.
- Przecież ja tego nie biorę na poważnie... Niech nigdzie nie jedzie. Zaczniemy od nowa.
- Dzięki, Hazz.

____________________________________________________

Marta, xx

czwartek, 29 marca 2012

Rozdział 2

Alex zjawiła się o 10 rano. Byliśmy już wszyscy po śniadaniu... Prócz Nialla, który jeszcze spał, ale to było do niego podobne.
- Alex! - krzyknęłam, gdy ujrzałam moją zachwyconą przyjaciółkę. Stała przed domem i rozglądała się naokoło siebie. Usta miała rozdziawione, oczy szeroko otwarte. Obok niej stała wielka walizka, która teraz z hukiem się przewróciła. Moja przyjaciółka nie zważając na nią i zauważając mnie na ganku, zaczęła piszczeć i wymachiwać rękami.
- Spokojnie, spokojnie! - powiedziałam i podbiegłam do niej.
Rzuciłyśmy się sobie na szyję.
- Matko. O Boże. O jacież pierdzielę. Jestem w niebie. Ja pierdole, kurwa mać, jestem w niebie! - krzyczała Alex.
Gdy udało mi się ją uspokoić, ledwo co weszła do domu i znów zaczęła wydawać dziwne odgłosy. Harry stał naprzeciw nas i szczerzył zęby.
- Jezus, Mary! Czy to jest... - zaczęła Alex.
- Nie jestem Jezusem, ale mam na imię Harry - powiedział. - Harry Styles.
- O matko święta, Harry Styles! Wiem, że to ty! Ale ty... tu... stoisz! - wykrzyknęła Alex i podeszła do niego przyglądając mu się bacznie. Opamiętała się w końcu i wydukała z poważną miną:
- Znaczy... Tak, owszem. Wiem, że ty jesteś Harrym. Mam na imię Alex. Alex Dykta.
Podał jej rękę.
Nagle ciszę rozerwał głośny dzwonek telefonu Alex.
- Hi! We're One Direction! And this is the most annoying ringtone EVER...
W pośpiechu odebrała i wyjąkała, że nie może teraz rozmawiać.
Zrobiłam minę typu "facepalm" i zakryłam sobie oczy.
- Fajny dzwonek - rzucił Louis, który właśnie wszedł do pokoju razem z Liamem i Zaynem.
Alex zemdlała.
Przy pomocy Zayna zaniosłam ją do salonu i położyłam na kanapie.
Usiedliśmy wokół i gapiliśmy się na nią. W końcu się obudziła. Z zamkniętymi oczami i sennym głosem wychrypiała:
- Mamo, jeszcze chwilkę... A potem pójdę z Sunią, ale daj mi jeszcze pięć minut...
- Alex, do cholery jasnej, ogarnij się! - krzyknęłam z bojową miną.
Dziewczyna otworzyła oczy i usiadła prosto. Rozglądnęła się i spojrzała po kolei na chłopaków.
- Cześć, mam na imię Alex. Postaram się już nie robić z siebie głupka, bo jesteście przecież tylko chłopakami z One Direction.
- No właśnie. Jesteśmy tylko ludźmi - powiedział Liam.
- Przystojnymi, bo przystojnymi, ale ludźmi - dodał Harry z obojętną miną.
Spojrzałam na niego z wyrzutem.
- ZWYKŁYMI ludźmi - podkreślilam. - Dobra, więc... oprowadzę cię po domu - zaproponowałam i pociągnęłam przyjaciółkę w stronę korytarza. Gdy już znalazłyśmy się poza zasięgiem słuchu chłopców, syknęłam:
- Co ty wyprawiasz?
- Mary! Jestem w raju... Jestem taka podjarana! Będę tu mieszkać 2 tygodnie! 14 dni! 336 godzin! 20160 minut!
Spojrzałam na nią i opadły mi ręce.
- Okej, więc... Traktuj ich tak jak mnie. Po prostu, jak zwykłych znajomych.
- Tak NIE MOŻNA! To One Direction!
Stłumiłam dźwięk rozpaczy.
Po oprowadzeniu Alex po domu pomogłam jej się rozpakować i zrobiłam dla wszystkich herbatę.
- To... jaka jest twoja ulubiona piosenka? - zapytał beztrosko Liam.
- Myślę, że More Than This... utożsamiam się z nią.
- Moja też! - krzyknął Louis po czym usiadł koło Alex i zaczął z nią o czymś rozmawiać.
Uniosłam brwi w uśmiechu i położyłam się na sofie obok Zayna. Wszyscy prócz nas byli teraz zajęci rozmową.
- W sumie nie mogę mieć z niej polewki... Sama też byłam tak podjarana jak tu przyjechałam - zaczęłam.
- Jak na razie, nie ma tak źle - powiedział Zayn. - Uważam, że jest urocza.
Spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Nie tak urocza jak ty! - dodał pospiesznie.
- No. Tak ma być.
Zerknęłam kątem oka na Alex i resztę. Siedzieli w kółku (prawie jak wzajemnej adoracji) i rozmawiali. Alex nagle wstała i wyszła oznajmiając, że musi gdzieś zadzwonić.
- Ej, może pooglądamy zdjęcia? - zaproponował Niall.
- W porządku, idę po album - odpowiedział Liam i podszedł do szafki pod telewizorem wyciągając czerwony album zdjęciowy z wielkim napisem 1D Boys na okładce. Chłopcy zaczęli oglądać zdjęcia z dzieciństwa Louisa.
W tym momencie do salonu weszła Alex.
- Fuuu, co to za brzydki koleś?! - zapytała wskazując na zdjęcie Louisa sprzed kilkunastu lat.
Wszyscy zmieszani popatrzyli na Alex, a ja podnosząc się z kanapy warknęłam:
- Alex, to...
- To ja - przerwał mi Louis i opuścił głowę.
- Ojej! Przepraszam Cię najmocniej! Kiedyś byłeś o wiele brzydszy... Znaczy... O rany... - jąkała się Alex.
- W porządku - odpowiedział chłopak i się smutno uśmiechnął.
- To prawda, Lou jest teraz niezłym przystojniachą - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił uśmiech.
- Louis, nie chciałam tego. Naprawdę, nie uważam, że jesteś brzydki jak na tej fotce.
"Jezus, czy ona się słyszy?!" - pomyślałam.
Liam zamknął album i powiedział z wymuszonym uśmiechem:
- No, to może koniec oglądania zdjęć na dziś.

poniedziałek, 26 marca 2012

Rozdział 1

Cześć! Taki mały wstęp przed dodaniem pierwszego rozdziału mojego opowiadania. Z góry uprzedzam, że opowiadanie momentami jest nudne i nic się nie dzieje, zawiera również sporą dawkę wulgaryzmów (ale co zrobić, kiedy trzeba wyrazić lepiej emocje... ;))) Mam już kilka rozdziałów, postaram się je dodawać i pisać regularnie, ale nie mam pojęcia jak to wyjdzie, ostatnio mam bardzo mało czasu ;))) Mam nadzieję, że was choć trochę zaciekawi. Buziaki, Marta :)x



Louis jako jedyny z nas zachował poczucie humoru. Próbował nas rozbawić, chociaż każdy wiedział, że nawet on był w głębi duszy smutny. Zayn, nic nie mówiąc, wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
- Biedny Zayn - powiedział Niall. - Naprawdę był blisko ze swoją ciocią. Pamiętam ją nawet. Robiła pyszne placki ziemniaczane.
- Niall, zamknij dziób - mruknął Harry i wbił wzrok w podłogę.
Miał rację, każdy normalny człowiek potrzebowałby teraz ciszy. Z wyjątkiem mnie. Chciałam pobiec do Zayna, wyściskać go i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale nie mogłam. Nie mogłam się ruszyć. Czułam, jakby to moja własna ciocia zmarła. To chyba lekko nienormalne, ale ja już się do tego przyzwyczaiłam.
- Mam tylko nadzieję, że nic sobie nie zrobi - dodał Niall.
- Zayn jest twardy - odparłam i z trudem wstając, wyszłam z pokoju.
Poszłam wzdłuż korytarza. Na ścianach wisiały różne plakaty, zdjęcia, dyplomy i certyfikaty. Uchyliłam drzwi do pokoju Zayna i wsunęłam głowę przez szparę.
- Mogę? - zapytałam.
Skinął głową. Siedział na łożku z podkulonymi nogami i patrzył nieobecnym wzrokiem za okno. Krople deszczu rozbijały się głośno o szybę, a na dworze było szaro i... po prostu smutno. Usiadłam na fotelu obok łóżka.
- Nie będę Ci mówić, że masz się nie przejmować, bo sama wiem jak to jest, gdy umiera ci ktoś bliski. Ale bądź silny... Wiem, że to trudne. Po prostu spróbuj pomyśleć, że jest jej tam lepiej.
Zayn spojrzał na mnie szklanymi oczami. Jego wyraz twarzy przypominał minę małego chłopca, któremu zabrało się klocki. Zabrakło mi słów.
- Proszę, nie mów nic. Po prostu spraw, żebym poczuł się lepiej.
Przyszło mi na myśl, żeby zrobić głupią minę, ale po sekundzie zorientowałam się, że chodziło mu o przytulenie.
Usiadłam koło niego na łóżku i ostrożnie go objęłam. Zacieśnił ramiona na mojej szyi i zaczął tak rozpaczliwie szlochać, że mi też poleciały łzy.
- Pro... szę... tyl... ko... nie płacz! - łkałam.
Po kilku minutach oboje byliśmy zasmarkani i mieliśmy czerwone nosy, i widząc siebie nawzajem wybuchnęliśmy śmiechem.
- Jesteś Rudolfem! - zaśmiał się.
- A ty to co? Znalazł się, bladonosy! Ot co! - udawałam obrażoną. To był, tak zwany "foch".
Chwilę posiedzieliśmy gapiąc się na siebie nawzajem, aż w końcu speszeni odwróciliśmy wzrok.
- Pogrzeb jest za tydzień, w środę. Przyjdziesz? To dla mnie ważne - zapytał z nadzieją w głosie.
Przełknęłam gulę, która powstała mi w gardle.
- Przyjdę - wychrypiałam. - Zayn, ja...
Spojrzał na mnie pytająco.
- Zayn, jestem z tobą. Pamiętaj o tym, że zawsze możesz na mnie liczyć. Bez względu na okoliczności.
Westchnął i skinał głową. Złapał mnie za rękę i razem położyliśmy się. Zasnęliśmy w kilka minut.
- VAS HAPPENIN?! - usłyszałam i zerwałam się z łóżka.
Nade mną stał Louis, a za nim Liam.
- O!... - drgnęłam i rozluźniłam się, rozumiejąc co tak naprawdę mnie wystraszyło. - Vas Happenin? Oklepany tekst - puściłam do nich oczko i rozglądnęłam się po pokoju szukając Zayna.
- Nasza sierota jest z Harrym w kuchni. Przyrządzają pyszny lunch - powiedział Liam.
- Masz odtrutkę? - zapytałam.
Zaśmialiśmy się i wspólnie poszliśmy do kuchni.
Po sycącym posiłku składającym się z zapiekanych w serze sandwichy, zadzwoniłam do Alex.
- Mary! - usłyszałam jej głos w słuchawce. - Jak dobrze cię słyszeć! Już jutro będę na miejcu. Nawet nie wiesz jak się jaram tym, że poznam One Direction i będę z nimi mieszkać przez 2 tygodnie! Normalnie, padam na zawał...
- Alex, Alex, Alex! - przerwalam jej. - Spokojnie, zaraz dostaniesz palpitacji serca! Chłopaki już przygotowali ci pokój, jest zaraz obok mojego.
- To ty... nie mieszkasz z Zaynem?
- Nie... No weź, mam 16 lat! Jestem chyba trochę za młoda na mieszkanie z chłopakiem w jednym pokoju, mieszkam z pięcioma pod jednym dachem, co już jest dziwne. A my z Zaynem jeszcze nie... chyba nie jesteśmy w tak zaawansowanym związku.
- Proszę Cię, nikt Wam nie karze wskakiwać od razu do łóżka!
- Wiem, ale jednak... wolę mieć swój pokój. Osobny.
- Zawsze myślałam, że jesteś troche dziwna, ale teraz utwierdziłaś mnie w tym przekonaniu.
- Po prostu jestem odpowiedzialna.
- Głupia.
- Weź spadaj. Do jutra - powiedziałam ze śmiechem i odłożyłam słuchawkę.
Ktoś mnie objął w pasie od tyłu.
- Z kim rozmawiałaś? - zapytał cicho Zayn kładąc mi głowę na ramieniu.
- Z Alex. Będzie tu jutro.
- Mam nadzieję, że nie będziesz z nią spędzała więcej czasu niż ze mną, bo będę zazdrosny.
- Ojoj... No cóż, przykro mi. Bywa. Muszę ją trochę zaaklimatyzować, potem pójdzie z górki. Chłopaki na pewno ją polubią.
- Chłopaki wszystkich lubią - powiedział Zayn i się uśmiechnął.
- A ty... jak się czujesz? - zaczęłam drażliwy temat.
- Bywało lepiej. Ale masz rację, jej jest tam lepiej.
Wyszczerzyłam się w uśmiechu i go przytuliłam.
Ale może zacznę od początku?
Mam na imię Mary, mam 16 lat. Jeszcze pół roku temu nie pomyślałabym, że będę chodzić z Zaynem Malikiem, i mieszkać z nim i resztą chłopaków z One Direction w jednym domu. Na dodatek, w Anglii. Razem z moją przyjaciółką Alex uwielbiałyśmy ich, i pojechałyśmy do Wrocławia na koncert. Zorganizowano konkurs, w którym można było wygrać tydzień mieszkania i przebywania z chłopakami z 1D. Wygrałam go, w sumie przypadkiem. Wyszło na to, że siedzę tu już 4 miesiące. A co mnie tu trzyma? Jeden ktoś. Rodzice na początku nie chcieli się zgodzić, ale ich przekonałam, że nie przestanę się edukować i będę utrzymywała z nimi kontakt. No i wylądowałam tutaj, w Londynie. Teoretycznie chodzę do collegu. Ale w praktyce uczę się tak jak chłopaki; indywidualnie. W czasie trasy będę musiała się uczyć w autokarze. Ale czego się nie robi...Tak naprawdę nadal nie wierzę do końca w to, co się stało.
- Bo mam trzy małe słowa, które zawsze chciałem ci powiedzieć... - usłyszałam śpiew Harry'ego.
- Zawsze mówiłam wtedy: Zayn, ja, łóżko - powiedziałam na głos i się roześmiałam.
Spojrzałam na Zayna, który miał lekko rozwarte usta i rozszerzone oczy.
- Czy ja... - złapałam się za głowę - ...powiedziałam to na głos?!
- Tak... tak myślę - odparł Zayn z wyraźnym rozbawieniem
- Brawo, Mary... - powiedziałam do siebie po cichu.