YayBlogger.com
BLOGGER TEMPLATES

wtorek, 22 maja 2012

Rozdział 16

- Marta, jak ty to sobie wyobrażasz? - zapytała mama, chodząc po kuchni w te i wewte.
Na samym początku nie zareagowałam na "Marta". Już dawno nie słyszałam, żeby tak ktoś do mnie mówił.
Tata już się dawno zgodził, powiedział tylko, żebyśmy dali mu spać, i poszedł do sypialni. No tak, nawet jakby był koniec świata, on by to miał gdzieś i poszedłby spać. Ale mama nie dawała za wygraną. Usłyszałam śmiech Louisa dochodzący z mojego pokoju.
- Mamo, to tylko tydzień, w dodatku chłopaki przez cały dzień będą poza domem... Dzisiaj o 13 mają spotkanie z fanami w Katowicach i jakiś tam wywiad. My z Alex chyba zostaniemy w domu, albo wyjdziemy na miasto. Oni są naprawdę mili, jutro rano cię z nimi poznam.
- Ciekawe jak, skoro ja nie mówię po angielsku?
- Przetłumaczę. Nie będziecie przecież musieli dużo rozmawiać, po prostu ja będę im mówiła, to co ty chcesz przekazać.
- Dobra, ale Zayn śpi na materacu.
- Mamo, po 1: nie mamy materaca! A po 2: chyba nie wypada kłaść gwiazdę na materacu, skoro w moim pokoju stoi ogromne łóżku, na którym z powodzeniem zmieszczą się dwie, a nawet 3 osoby, ale nie będę przeginać. Lou i Niall śpią na rozkładanej kanapie w salonie, więc też nikt ci nie będzie przeszkadzał. Zgódź się proszę! Harry i Liam są u Alex.
- Dobra. Idź tam szybko, bo chyba ci już zdemolowali pokój. Jutro pogadamy.
- Dzięki! - ucieszona przytuliłam mamę i poszłam do swojego pokoju.
Zayn leżał na łóżku i przeglądał moje stare, szkolne zeszyty, Louis oglądał moje ciuchy, a Niall przymierzał okulary przeciwsłoneczne. Kiedy zorientowali się, że przyszłam, natychmiast przestali robić to, co robili i potulnie usiedli na łóżku.
- Więc... rodzice się zgodzili - powiedziałam i pokazałam kciuka.
- Spoko! Jutro zrobisz nam pyszne polskie śniadanie i zwijamy się. Jeszcze jutro rano zadzwonię do naszego kierowcy, powinien być w Polsce nad ranem. Miał jakieś problemy z limuzyną, ale podobno już wszystko OK - powiedział Niall.
Polskie śniadanie?! O nieeeeee!
- Mh, jasne. Nastawię budzik - powiedziałam, chwyciłam telefon i włączyłam alarm, punkt 10 rano.
- A... gdzie śpimy? - zapytał Louis.
Zaprowadziłam chłopaków do salonu i pościeliłam im łóżko, a właściwie rozłożoną kanapę, pokazałam toaletę i kazałam im się czuć jak u siebie.
- No to, dobranoc! - powiedział Niall.
- Dobrej nocy, Mary - mruknął Louis, który już zasypiał.
- Miłych snów - odpowiedziałam i poszłam do łazienki. Przebrałam się w piżamę, umyłam zęby, zmyłam makijaż. Byłam strasznie senna, i jedyną rzeczą, na którą miałam ochotę, był właśnie sen. Powlokłam się do mojego pokoju. Zayn wyglądał przez okno.
- Matko, ale męczący dzień - powiedział i położył się do łóżka.
Napisałam sms-a do Alex o treści: "Jutro o 10 wstań, żeby cię chłopcy nie musieli budzić. Moi rodzice zareagowali OK, chłopcy mogą zostać. Jak u ciebie?".
Weszłam do łóżka i opatuliłam się kołdrą. Coś mnie dźgało w brzuch.
- Króliś! - zaowłałam, wyciągając spod siebie maskotkę królika, którą dostałam jak byłam baaardzo mała. Do 15 roku życia z nią spałam, potem zapomniałam. Przypomniały mi się stare czasy. Przytuliłam królisia ucieszona.
- Krolis? - zapytał Zayn, nie umiejąc wymówić tego słowa poprawnie.
- Tak, moja kochana maskotka!
Usłyszałam dźwięk sms-a. Alex odpisała: "Moi też się zgodzili. Jestem podekscytowana jak cholera! Do jutra". Schowałam telefon pod poduszkę i odwróciłam się do Zayna.
- Dobranoc - powiedziałam cicho i przytuliłam się do chłopaka.
I gdy tylko zamknęłam oczy, zasnęłam. Nie zdarza mi się to często, zazwyczaj przed snem przewracam się jeszcze w łóżku.
Rano, jak zwykle nie dając mi pospać, obudził mnie mój telefon. Była 10, a ja czułam, jakby był środek nocy. Wstałam, i nie budząc nikogo poszłam do kuchni. Mama już tam siedziała i robiła śniadanie oraz kawę.
- Hej, mamuś - przywitałam się i usiadłam przy stole. - Gdzie tata?
- W pracy - odpowiedziała mama, robiac jajecznicę.
- Dzięki, że robisz śniadanie... wiesz, że ja nie potrafię gotować.
- Miałabym tym chłopcom dać umrzeć przez ciebie? Nie, nie, nie, wolę im sama zrobić. Piją kawę?
- Tak, rozpuszczalną. Ale ja bez cukru. Jestem na diecie.
- Mam nadzieję, że Zayn cię nie zmusza, ani nic - mama popatrzyła na mnie podejrzliwie.
- Nie, no co ty...
- Ale powiedz mi, czemu oni wszyscy nie mieszkają w hotelu?
- Alex palnęła, że chętnie ich przenocuje, ale tylko dwóch... A ja, co miałam powiedzieć? Harry i Liam, śpijcie u Alex, a Zayn, Lou i Niall jedźcie do hotelu? Musiałam zaproponować, żeby nocowali u nas.
- Alex to Ola, ma się rozumieć?
- Tak, musisz wiedzieć, że "zangielszczyłyśmy" nasze imiona.
- Zangielszczyłyście? Udane jesteście, dziewczynki. Ale faktycznie, przystojni są. Jeszcze bardziej niż na zdjęciach!
- No mówiłam przecież! - powiedziałam i zrobiłam łyk kawy.
- A rodzice Oli... o, przepraszam, Alex, się zgodzili? Co powiedzieli? - dopytywała się.
- Ta, zgodzili się.
- A który z chłopców ma dziewczynę? No, z wyjątkiem Zayna oczywiście.
- Liam jest z byłą Louisa, a Harry... chyba z Alex.
- Co ty gadasz? Naprawdę? To super.
- Ta, ostatnio o tym gadałyśmy. Powiem ci szczerze, że nie wierzyłam w to, że Harry będzie z Alex, bo wydawał się być obojętny dla niej. Ale to była tylko przykrywka, czasem trudno mi jest go zrozumieć...
- No, mi pewnie też by było, ten ich angielski brzmi dla mnie jak chiński!
- Mamo, nie chodzi o akcent - zaśmiałam się. - Chodzi o jego charakter. Trochę się zmienił w te 6 miesięcy, od kiedy z nimi mieszkam.
- Każdy się zmienia. No chyba, że to ty tak namieszałaś mu w głowie!
- Haha, ja? Prędzej sława. Sodówka.
- Aż tak źle?
- No nie, przesadziłam trochę. Harry zachowuje się w porządku.
Godzinę później byliśmy już wszyscy po śniadaniu. Chłopcom bardzo smakowało, a moja mama czuła się dowartościowana jak nigdy. Panowała miła atmosfera, na szczęście nie było niczego w stylu bitwy na żarcie. Niall zadzwonił do kierowcy ich limuzyny, i o 12:30 pojawił się on na parkingu przed blokiem. Wszyscy z osiedla wyglądali przez okno i wypatrywali któż to przyjechał limuzyną.
- Dobra, więc zadzwońcie jak już będziecie po spotkaniu. Przyjedziemy jakimś busem - powiedziałam do chłopców, kiedy wsiadli do samochodu.
Zayn puścił mi oczko i wchodząc ostatni zamknął drzwi limuzyny.
Alex stała obok mnie, i teraz obie gapiłyśmy się na odjeżdzający samochód.
- O Boże, ale z nas szczęściary - powiedziała Alex.
- No, i to jakie... - odpowiedziałam rozmarzonym głosem. Usiadłyśmy obie na ławce przed moim blokiem.
- Muszę ci coś powiedzieć - zaczęła Alex.
- Nie jesteś w ciąży?
- Nie, no co ty - postukała się w głowę. - Pamiętasz, że mój tata ostatnio zepsuł u nas w WC spłuczkę? I trzeba było spłukiwać wodą z wiadra...
- Ta, pamiętam - zaśmiałam się.
- Zapomniałam powiedzieć chłopcom, żeby nie spłukiwali... tradycyjnie. I Harry poszedł nad ranem do kibla... Spłukał wodę normalnie. Usłyszałam huk i jego krzyk. Pobiegłam zobaczyć co się dzieje, i okazało się, że kibel wybuchnął! Seryjnie, woda tryskała na wszystkie strony... Myślałam, że umrę ze wstydu... No masakra! Na szczęście przyszedł Liam i wszyscy zaczęliśmy się śmiać, Harry zaczął mnie przepraszać. A mój tata dzisiaj naprawi tę spłuczkę.
Zaczęłam się tak śmiać, że aż mnie brzuch bolał. Wyobraziłam sobie przerażonego Harry'ego i wybuch toalety... Tylko u Alex mogło się zdarzyć coś tak komicznego. Chociaż, nigdy nie wiadomo...
Poszłyśmy do naszej szkoły i spotkałyśmy wielu znajomych. W tym, moją dawną gimnazjalną miłość. Boże, jak ja mogłam się w nim kochać?! Nawet nie zwracał na mnie uwagi, dupek. Teraz cały czas mówił: "One Direction", "ale fajnie", "szkoda, że wyjechałaś", "szacun". Alex stała obok mnie znudzona i widać było, że tez za bardzo go nie słuchała. Następnie poszłyśmy do mojej babci, zjadłyśmy obiad, porozmawiałyśmy z nią. Kurde, ale za nią tęskniłam! I w ogóle, za całą Polską.
W końcu, około 16, zadzwonił telegon Alex.
- To Harry - powiedziała i odebrała. Po kilkuminutowej rozmowie, zakończyła połączenie i mi powiedziała: - Wsiadamy w autobus i jedziemy na Rondo. Chłopcy kończą rozdawać autografy, potem idą obejrzeć salę w spodku, na ten koncert. Hazz powiedział, że mamy tam być z nimi, więc musimy się spieszyć. Powiedziałam, że będziemy do 30 minut.
Skinęłam głową. Poszłyśmy na przystanek autobusowy i czekałyśmy.


____________________

Dziewczyny! Obiecuję, że się poprawię.
Jak na razie pisanie rozdziałów idzie mi w MEGA ślimaczym tempie.
Jak się nie uczę, to pracuję nad projektem gimnazjalnym
i generalnie dla siebie za dużo czasu nie mam, a oceny muszę poprawić,
i to zawsze będzie dla mnie ważniejsze niż życie 'blogowe'.
W związku z tym, chcę wam tylko przekazać, że w ten weekend postaramy się z Olą
nadrobić wszystkie zaległości w czytaniu waszych opowiadań,
zrealizuję również projekt 'Show me your blogs' i może nawet zrobię
na ten temat notkę. 
Kolejny rozdział dodam może pod koniec tygodnia, muszę skończyć w tym tygodniu 
27 i najlepiej jeszcze napisać 28. 
Bardzo dziękuję za komentarze! :* Mam nadzieję, że opowiadanie się wam podoba
i że liczba obserwatorów trochę wzrośnie, bo bardzo by mnie to zmotywowało ; >

Więc jeszcze raz wielkie: DZIĘKUJĘ 




niedziela, 20 maja 2012

Show me your blogs! vol. 1

Hej! ;-))))
Wiem, że wiele z naszych czytelniczek ma również bloga ze swoim opowiadaniem, a my z Olą, z przyczyn oczywistych nie możemy ich wszystkich czytać, bo o niektórych nie mamy pojęcia :3
A więc, żeby to zmienić, w komentarzach zostawiajcie linki do swoich blogów, a my postaramy się je przeczytać i obiektywnie ocenić.

Pozdrawiam i czekam na propozycje!

Marta xxx

PS Nowy rozdział dodam, jak pod poprzednim postem będzie co najmniej 5 komentarzy :)x


środa, 16 maja 2012

Rozdział 15

Wczoraj balowałyśmy do późnej nocy. Oglądałyśmy zdjęcia za czasów podstawówki, jeszcze jak jeździłyśmy do mnie na działkę, na wieś i latałyśmy po podwórku prawie na golasa. Kiedy opiekowałyśmy się naszymi lalkami Chou-Chou, kiedy zbierałyśmy kolorowe karteczki i oglądałyśmy W.I.T.C.H. Beztroskie i szczęśliwe dzieciństwo, nasze właśnie takie było. Po oglądaniu zdjęć pojarałyśmy niebieskie L&M, piłyśmy wino i Malibu. Potem zaczęłyśmy się rzucać ciuchami, bielizną, podpaskami i tym, co nam się na ręce nawinęło. Śmiałyśmy się z wszystkiego i cały czas miałyśmy głupawkę. Brakowało mi tej naszej głupoty. Nie sprzątając tego bajzlu, poszłyśmy spać. Obudził mnie rano czyjś cichy śpiew. Byłam tak śpiąca, że nie otwierałam oczu, tylko nałożyłam na głowę poduszkę. Nagle ktoś zaczął mną trząść, znów ktoś inny na mnie skoczył, usłyszałam dźwięk gitary i drącego się Liama. Otworzyłam oczy i usiadłam szybko na łóżku, rozglądając się. Po całym pokoju rozrzucone były podpaski, tampony, staniki, majtki i jakieś ciuchy. Na stoliku stało opróżnione Malibu, 2 puste butelki po winie i popielniczka z niedopałkami. Na łóżku, między mną, a Alex leżał Harry i gapił się na mnie z uśmiechem. Obok mnie, klęczał Niall z gitarą, obok niego Liam, a Zayn stał naprzeciw łóżka, w samych spodniach od piżamy. W rękach miał album ze zdjęciami, które wczoraj oglądałam z Alex. Chyba już go obejrzał, bo widać było, że nie umiał powstrzymać śmiechu. Wyskoczyłam z łóżka, wyrwałam mu album i przycisnęłam go sobie do piersi (album, nie Zayna, rzecz jasna :D).
- Co wy tu robicie? - zapytałam z wyrzutem.
- A, chcieliśmy was obudzić, ale widzę, że wczoraj nieźle imprezowałyście - powiedział Harry, leżąc w łóżku i wskazując głową na wszechogarniający bałagan.
- Ale byłyście seksowne w samych majtkach - powiedział Zayn.
- O Jezu, oglądałeś? - zapytałam jękliwie.
- Wszyscy oglądaliśmy - powiedział Liam.
- Co za upokorzenie - westchnęłam i podeszłam do Alex, trzęsąc nią. - Wstaaawaj, bejbik.
Dziewczyna ocknęła się i usiadła na łóżku.
- O kurwa, co wy tu wszyscy robicie? - zapytała, zakrywając się kołdrą.
- Gwałciliśmy was w nocy - odparł Niall i się wyszczerzył.
- Nialler, poczułabym - zaśmiałam się.
Wszyscy na mnie spojrzeli dziwnym wzrokiem. Zmieszana, udałam, że kaszlę.
- Dziewczęta, śniadanie podano - powiedział Lou, wchodząc do pokoju.
- O jak miło, ciekawe tylko kto to za nas posprząta? - zapytała Alex patrząc z nadzieją na Harry'ego. Ten, obejmując ją ramieniem powiedział:
- Nie licz na mnie. Nie będę zbierał podpasek.
- Nie są nawet zużyte! - powiedziałam. Znowu wszyscy popatrzyli na mnie dziwnie.
"Jezu, czy ja jestem trzeźwa?" - pomyślałam i machnęłam ręką.
Po pysznym śniadaniu poszłam się ogarnąć. Jak zwykle narzuciłam coś luźnego, pomalowałam się i weszłam do salonu, gdzie zastałam całą ekipę. Wszyscy byli czymś zajęci, do czasu, gdy mnie zobaczyli. Usiadłam ostrożnie na fotelu i spojrzałam na wszystkich podejrzliwie.
- Co jest? - zapytałam.
- Mamy niespodziankę - powiedział Louis.
- Bardzo fajną! - dodał Niall.
- Otóż... Mary, Alex... -  powiedział cicho Harry - radziłbym wam iść się pakować, bo dzisiaj wieczorem wylatujemy.
- Gdzie? - zapytała Alex ze zdziwieniem.
- Żebyście mogły zobaczyć się z rodziną, i z powodu naszych fanów w tym kraju, wylatujemy dziś do Polski, na tydzień - powiedział Harry i szeroko się uśmiechnął widząc moją minę.
- O matko! To chyba najlepsza niespodzianka, jaką mogliście mi zrobić - powiedziałam.
- W końcu będę mógł poznać twoich rodziców, Mary! - powiedział Zayn.
O kurwa.
Uśmiechnęłam się sztucznie i zapytałam:
- Chłopaki, robicie w Polsce koncert? Super, polskie fanki was uwielbiają, ale to chyba dobrze wiecie. Będziecie mieszkać w hotelu?
- Spoko, nie ma problemu, Liam i Harry będą mieszkać w moim mieszkaniu, starczy miejsca - powiedziała Alex podekscytowana, i udała, że się wachluje.
Zayn, Niall i Louis spojrzeli na mnie pytająco.
- Yyy... No, Zayn, Niall i Lou mogą nocować u mnie...
- Nasz drugi koncert w Polsce! Tym razem w Katowicach, w spodku. Może pojedziemy też do Krakowa - powiedział Harry.
- No, fajnie to wymyśliliście, mózgi - poparłam. - I w dodatku do Katowic od mojego rodzinnego miasta macie 10 minut jazdy autem.
- No przecież, jesteśmy genialni - powiedział Niall.
- Ale muszę uprzedzić rodziców - powiedziałam.
- Zrób im niespodziankę – podpowiedział mi Zayn.
Z jednej strony rodzice wkurzą się, jak im powiem, że od dzisiaj w ich mieszkaniu będzie mieszkało 3 chłopców przez tydzień, ale z drugiej strony medalu będą tak zszokowani, że przyleciałam, że pewnie i tak się zgodzą. Przecież Zayn to mój chłopak, a Lou i Niall są mili i fajni. Jedyną przeszkodą będzie bariera językowa, bo moi rodzice po angielsku to nie za bardzo. Cóż, będę musiała robić za tłumacza. Dobra, nie dzwonię, będzie suprise.
- Liam, zapomniałam się zapytać... Jak tam z Annie? - zapytałam.
Liam się uśmiechnął.
- Chyba już jesteśmy razem - odpowiedział.
- Gratulacje! - powiedziałam i dałam mu piątkę.
- No dobra, wypadałoby się pakować - powiedział Zayn.
- Racja, racja - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.
Przez kolejne 5 minut szukałam mojej walizki. Potem przypomniało mi się, że jest w schowku, i czym prędzej po nią poszłam. Potem 15 minut zastanawiałam się, ile rzeczy wziąć. Następnie usiadłam na łóżku, i myślałam, jak mam rozmieścić u nas chłopców. Rodzice będą spali w ich sypialni, Niall i Louis razem w salonie, a ja i Zayn u mnie... Razem? O nie, rodzice się nie zgodzą. Na bank!
Westchnęłam i zaczęłam się pakować. Nie zajęło mi to więcej niż 20 minut, po czym spakowałam bagaż podręczny i z ulgą zamknęłam walizkę.
Ok, jedno mam za sobą.
Do pokoju wszedł Zayn.
- Liam ma za 3 dni urodziny, chcemy mu zrobić urodziny w fajnym klubie. Są u was jakieś? - zapytał, siadając obok mnie na łóżku.
- Wyobraź sobie, że są! I to nawet spory wybór - powiedziałam z sarkazmem. - A co mu kupimy?
- Pomyślałem, że moglibyśmy wszyscy zrobić mu taki album... ze zdjęciami, wspomnieniami, itp. To chyba by był najlepszy prezent.
- Świetny pomysł, Zayn - powiedziałam.
Faktycznie, to na pewno by go ucieszyło. Ale kiedy mamy to zrobić, skoro chłopcy od rana do wieczora będą mieli spotkania z fanami, wywiady, koncert?... No chyba, że Zayn chciał, żebym zrobiła to tylko ja z Alex. Tak, oczywiście... Może jeszcze moi rodzice nam pomogą, wtedy w ogóle będzie przypałowo.
Kilka godzin później byliśmy już po odprawie i siedzieliśmy w samolocie. Siedziałam razem z Zaynem i Alex.
- Boisz się latać? - zagadnął mnie Zayn.
- Nie... Raz, jak leciałam z rodzicami do Bułgarii, miałam awaryjne lądowanie, nawet wtedy się nie cykałam.
- Szkoda, myślałem, że będę mógł cię poprzytulać.
Przysunęłam się do niego.
- Nawet teraz możesz - powiedziałam.
Pocałował mnie szybko i otworzył paczkę z czipsami. Przewróciłam oczami i oparłam się o siedzenie. Podsunął mi czipsy pod nos.
- Przecież wiesz, że jestem na diecie! Próbujesz mnie utuczyć - powiedziałam i zrobiłam kwaśną minę.
Zayn się uśmiechął i pokręcił głową, był to gest typu: "Baby są takie dziwne...".
Po krótkim locie i odprawie, bus zabrał nas do miasta rodzinnego mojego i Alex.
- Fajna ta Polska - powiedział Harry. - Na lotnisku nikt nas nie poznał!
- Dużo tu zieleni - zauważył Niall.
Spojrzałam na niego dziwnie i powiedziałam:
- Jest 1 w nocy, nic nie widać.
- Ja to czuję, Mary... to rośliny się ze mną kontaktują... one są inteligentne, rozmawiam z nimi czasem...
- Potrzebujesz polskiej wódki, Niall. Majaczysz - powiedziała Alex.
Zaśmialiśmy się.
Kiedy dotarliśmy już na osiedle, na którym znajduje się blok mój oraz blok Alex, wszyscy się rozdzieliliśmy.
- Dobra, to jutro jak się obudzicie, zadzwońcie - powiedziała Alex.
- Okej, jutro musimy jechać na spotkanie z fanami, więc śpimy do 10:30  max - odpowiedział Zayn.
Alex z Harrym i Liamem poszła do swojego bloku, a ja zostałam z Zaynem, Louisem i Niallem.
- Fajne osiedle, takie ciche - powiedział Naill.
Przełknęłam ślinę.
- Ta, jest nawet OK - powiedziałam i weszłam do klatki. Moja walizka stała się teraz nieubłaganie ciężka, tak jakby chciała mi opóźnić spotkanie z rodzicami. Jednak to musiało się stać, choć chętnie bym to ominęła.
Znaleźliśmy się już pod drzwiami do mieszkania moich rodziców.
- Okej, pamiętajcie: Oni nie mówią po angielsku, więc za dużo się nie odzywajcie. Ja z nimi pogadam, a wy idźcie od razu do mojego pokoju. Prosto i w lewo.
Chłopaki skinęli głowami, a ja zadzwoniłam do drzwi. Przez dłuższą chwilę nikt nie otwierał, aż w końcu usłyszałam charakterystyczny trzask zamka i ujrzałam moją mamę w szlafroku i wałkach na głowie.
- Cześć! - powiedziałam i ją uściskałam.
Mama patrzyła na mnie jak na idiotkę.
- Możemy wejść? To jest Zayn, Niall i... Louis - powiedziałam i wskazałam na chłopaków. - Mamo, Louis to ten, który ci się podobał.
Moja mama nadal się nie odzywała i wydać było, że jest w niemałym szoku, że nas widzi u progu swoich drzwi o 1 w nocy. A ja miałam w głowie tylko jedno słowo: AWKWARD!

__________________________

dla Oli <3

HAHAHA!





:) Obiecuję się poprawić!

środa, 9 maja 2012

Rozdział 14

Właśnie czytałam książkę "Jak dać mu delikatnie do zrozumienia, że nie jesteś zainteresowana", kiedy Lou podniósł się z kanapy i powiedział:
- Dobra, ja spadam. Życzcie mi powodzenia. Mam tylko nadzieję, że wrócę tu w jednym kawałku.
- Powodzenia! Pamiętaj, nie bądź zbyt dobitny - poradziłam. - I kup jakieś wino, jak będziesz wracał, co?
- Czerwone czy białe?
- Czerwone.
- Pijaczka - mruknął Zayn.
- Oj, Zayn, nie lubisz winka? - zapytałam ze słodką miną i przysunęłam się do niego.
Spojrzał na mnie i pogłaskał po głowie. Wtuliłam się w niego.
Kiedy Louis wyszedł, Liam powiedział do mnie:
- Dobra. Więc czas nasz plan wdrążyć w życie.
- Hola, jaki plan? - zapytał Niall.
Harry spojrzał na mnie pytająco. Szybko odwróciłam wzrok.
- Nieważne, potem ci powiem. Ale teraz, ja i Mary musimy jechać. Mamy 10 minut na charakteryzację – powiedział Liam.
- O nie, zapomniałam, że muszę się wystylizować na żonę Draculi - jęknęłam i przytuliłam do siebie rękę Zayna.
- Nawet w tym wyglądasz świetnie - pocieszył mnie Zayn.
- No ej, przebierz się! Obiecuję, że nie będę się śmiała - powiedziała Alex.
- Alex, uwierz mi, będziesz - mruknęłam.
- Dajesz - powiedział Niall i się uśmiechnął.
10 minut później stałam koło Liama w moim cudownym przebraniu, a Zayn, Niall, Alex i Harry z nas brechtali.
- Nie ma tak źle! - powiedział Harry.
Widać było, że Alex i Niall nie umieli powstrzymać śmiechu, Harry zachował pokerface, a Zayn pokazywał kciuka w górę.
Nastała godzina 17:40.
- Dobra, Liam. Jesteś mi winny przysługę za to, co teraz robię - powiedziałam do chłopaka, kiedy znaleźliśmy się już w samochodzie.
- Nie wystarczy ci to, że mieszkasz z takim przystojniakiem pod jednym dachem? - zapytał, puszczając mi oczko.
- Zabawny jesteś.
- Wiem, a jaki skromny... No, ale dobra. Musimy zamówić jakieś żarcie, żeby wypaść przekonująco. I jak oni wejdą do restauracji to nie patrz się na nich aż tak. Zachowaj dystans.
- No problemo. Kurde, Liam, a co jeśli Lou albo Annie nas rozpoznają?
- No cóż... - Liam westchnął i skręcił w następną ulicę. - Louis nas znienawidzi, a Annie stwierdzi, że chcieliśmy zobaczyć jak się upokarza.
- Liam, oni NIE MOGĄ nas zobaczyć, rozumiesz?! Nadal nie potrafię zrozumieć po jakiego grzyba się tam ciśniemy, ale niech ci będzie.
- Jakby co, zwalisz na mnie.
- Przynajmniej tyle - powiedziałam i uniosłam ręce do góry.
Restauracja Orrery była jedną z najelegantszych w mieście. Wiktoriański styl, pyszne jedzenie, oraz miła atmosfera nadawały temu miejscu prawdziwą klasę. Aż miło było popatrzeć, a co dopiero tam jeść!
Gdy weszliśmy, miły pan ubrany w garnitur poprowadził nas do stolika, który był umiejscowiony najbliżej drzwi i zasłonięty drewnianą ścianką porośniętą bluszczem. Naprawdę, trudno go było zauważyć, a o to chyba nam chodziło.
- Co państwo zamawiają? - zapytał kelner, kiedy przejrzeliśmy już MENU.
- Poproszę krewetki w cieście i sałatkę włoską - powiedział Liam.
- A ja befsztyk polany winem - powiedziałam z uśmiechem, a po chwili namysłu dodałam: - Ale beztłuszczowy.
Kiedy kelner zanotował zamówienie i odszedł od naszego stolika, Liam powiedział:
- Dobra, ja patrzę na drzwi. Jak wejdą to udajemy, że rozmawiamy.
Po jakichś 20 minutach do restauracji wszedł Louis prowadząc Annie. Ta, w rękach miała ogromny bukiet róż. Ja i Liam akuat rozmawialiśmy o pogodzie (tak wiem, bardzo interesujące). Annie i Lou usiedli kilka stolików dalej od naszego, i na szczęście nie mieli na nas widoku.
Kelner właśnie przyniósł dla nas dania.
- Dla pani - powiedział i podał mi talerz. - I dla pana.
Kelner odszedł od naszego stolika, i podszedł do stolika Annie i Louisa.
- Liam, nie gap się tam tak - powiedziałam, nabijając na widelec kawałek mięsa.
Chłopak momentalnie się otrząsnął i zaczął jeść. Przez kolejne 10 minut nic się nie działo; rozmawiałam z Liamem, kiedy nagle usłyszałam piskliwe "Ale jak to?!" od stolika Annie i Lou.
Dziewczyna siedziała roztrzęsiona i gapiła się na Louisa szklanymi oczami. Ręce jej drżały, a usta miała delikatnie rozwarte. Louis zaczął coś mówić, a ona pokiwała palcem, wstała i wylała chłopakowi resztę wina na spodnie. Następnie wzięła do ręki bukiet z kwiatami i rzuciła nim w biednego Lou. Była cała czerwona i zapłakana, tusz jej ściekał i policzki były całe czarne. O matko, tego się nie spodziewałam... Annie chwyciła torebkę i zmierzała ku wyjściu. A Liam, ten cioł, poszedł za nią, wołając jej imię. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Romeo się znalazł! Liam i Annie wyszli na zewnątrz, a ja modliłam się, żeby Louis nie zauważył, że był to Liam. Schowałam twarz w dłoniach. Nagle ktoś mnie popukał w ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam smutną twarz Louisa.
- O, Lou! Co ty tu robisz? - udawałam zdziwioną i wstałam z krzesła.
- Nie jesteś dobrą aktorką - powiedział.
- Masz rację... To nie tak miało być - powiedziałam, szukając portfela w torebce.
- Co wy tu robicie?
- Liam się uparł, że chce zobaczyć jak zrywasz z Annie. I wygląda na to, że właśnie za nią pobiegł. Co jeszcze nie po mojej myśli się dziś wydarzy?
W końcu znalazłam portfel i wyłożyłam odpowiednią kwotę na stolik.
- Wyjdziemy? - zapytał Louis, całkiem spokojny i opanowany.
Przełknęłam ślinę i skinęłam głową.
Na dworze było dość chłodno, a ja miałam sukienkę z krótkimi rękawami i cała się trzęsłam. Louis chyba to zauważył i narzucił mi swoją kurtkę.
- Dzięki - powiedziałam spuszczając głowę. Spacerowaliśmy teraz po jednej z cichszych ulic Londynu.
- Powinienem być na was wściekły, czy nie? - zapytał Louis.
- Jak już, to na Liama! Serio, to był jego pomysł. No, niby powinnam była mu wybić tę bezsensowną ideę z głowy... Ale znasz go - powiedziałam i spojrzałam na niego.
Wydawał się być obojętny, oczy miał smutne i puste, a wyraz twarzy nijaki.
- Nie spodziewałem się aż takiej szopki - burknął.
- Ale masz to już za sobą. I będziesz w końcu szczęśliwy! - próbowałam go pocieszyć.
- W sumie to... masz rację. Nie będę się już z żadną dziewczyną użerał - powiedział i w końcu się uśmiechnął.
- Ale nie spodziewałam się reakcji Liama... nie wiedziałam, że ona mu się podoba!
- Ja też nie... No, ale widzisz; nasze rozstanie ma pozytywne strony... Annie może być z Liamem. Ty jesteś z Zaynem. Alex z Harrym.
- Co?! Alex z Harrym? Od kiedy?
- Całowali się dzisiaj jak debile, przytulali, macali, leżeli razem w łóżku, szeptali sobie do ucha... - wyliczał Louis. - To chyba oznaka tego, że są parą.
- O fuck... No fakt, ostatnio mało czasu poświęcam Alex. A to przez te moje zjebane problemy... Ale mam nadzieję, że już będzie OK. Muszę się z nią wybrać na zakupy, czy coś. W końcu nadal jesteśmy przyjaciółkami.
Louis objął mnie ramieniem.
- Nie mógłbym się na ciebie gniewać - powiedział.
- Lou, a... kupiłeś winko? - zapytałam potulnie i przycisnęłam się do niego.
- Wiedziałem, że zapytasz - powiedział, po czym poszedł do swojego auta, które stało na ulicy przeciwnej i z bagażnika wyciągnął butelkę wina.
20 minut później siedzieliśmy na ławce w Hyde Parku, popijając wino z butelki jak para żuli.
- I pomyśleć, że ja i ty zawsze kończymy tak, jak teraz. Czyli samotnie popijając alkohol - powiedziałam i przysunęłam się do Louisa. Było już ciemno i dość chłodno.
- Widocznie taki nasz los.
Posiedzieliśmy tam jeszcze chyba z godzinę, i poszliśmy do samochodu. W domu nie zastaliśmy Liama. Kiedy reszta zobaczyła, że jestem z Louisem, byli zdziwieni. Harry się odezwał:
- Zayn nam opowiedział o waszym boskim planie. I widzę, że chyba się nie powiódł?
Wystawiłam mu język i usiadłam obok Zayna, opierając głowę na jego ramieniu.
- Alex, idziemy jutro na jakieś zakupy? Albo cokolwiek - rzuciłam.
Przyjaciółka piłując paznokcie, podniosła wolno wzrok.
- Liam się zgubił, a ty chcesz iść na zakupy? Spoko!
- Znajdzie się, tak samo jak Annie.
Louis opowiedział wszystkim, co dzisiaj zaszło... Szczerze mówiąc, z jego perspektywy było to bardzo dramatyczne, i nawet róże, którymi rzuciła go Annie, podrapały mu twarz.
- Lou, do twarzy ci w bliznach - powiedział Niall. - Wyglądasz, jakbyś uciekł z więzienia.
Przez resztę wieczoru dzwoniliśmy do Liama kilkadziesiąt razy, ale włączała się poczta. Oglądaliśmy telewizję, w której na kanale HollywoodGossipsTV akurat mówili o incydencie między mną, a Jasmine Villegas. Kiedy zobaczyłam na ekranie zdjęcie, na którym kłócę się z dziewczyną, zakryłam oczy i jęknęłam.
- O! Ohoho! Ohohohoho! Co to jest? - zapytał zdziwiony Zayn.
Louis zaczął się śmiać i kazał mi opowiedzieć reszcie o co chodzi, co też z pokorą uczyniłam.
- Moja kochana - powiedział Zayn, objął mnie i pocałował w czoło.
- Nie mów mi nawet, żal mi tej dziewczyny... - powiedziałam.
- Z dnia na dzień kocham cię coraz bardziej.
Po 23 każdy już był senny i zasypiał. Powłóczącym krokiem poszłam w stronę swojej sypialni i wzięłam za rękę Alex.
- Co robisz? - dopytywała się dziewczyna.
- Robimy dziś piżama party. Z tym, że zaraz idziemy spać, u mnie - powiedziałam i zamknęłam drzwi z mojego pokoju.
- Jak za dawnych czasów? - zapytała.
- Ehe, dokładnie!
Plotkowałyśmy, śmiałyśmy, wygłupiałyśmy się i gadałyśmy o chłopcach. Było tak, jak w Polsce.

__________________________________________

Wybaczcie, że dodaję tak rzadko -_-
Nie mnie jednak dziękuję wam za wszystkie komentarze :*
Jesteście wspaniali, motywujecie do pisania 




sobota, 5 maja 2012

Imagin #1

Jesteś z Harrym od kilku miesięcy. Jesteście bardzo szczęśliwi, choć chłopak często wyjeżdża. Ostatnio jednak dzieje się z Tobą coś dziwnego – często się denerwujesz, chodzisz rozdrażniona. Pewnego dnia umówiłaś się z Harrym, bo dawno się nie widzieliście, na początku jest miło, lecz potem chłopak zaczyna się z Tobą drażnić, denerwujesz się. Zaczynacie się kłócić, zły Harry wychodzi. Twoja mama przychodzi do twojego pokoju pytając co się stało, a Ty czujesz ogromny ból, łapiesz się za brzuch i osuwasz po ścianie.
- [T.I] co się dzieje?! – pyta mama.
- Strasznie boli – odpowiadasz, sycząc przez zęby.
Jakimś cudem doszłaś do auta i jedziesz z mamą w stronę szpitala, ból jest mniejszy. Kiedy dojechałyście lekarze zrobili ci kilka badań, po czym lekarz prosi cię do gabinetu.
- Witaj [T.I]. Usiądź proszę. – mówi, wskazując dłonią na krzesło przed nią.
- Dzień dobry – odpowiadasz, niepewnie podchodzisz i siadasz na krześle.
- Są wyniki i muszę z Tobą porozmawiać – mówi z poważną miną pani doktor.
- Jestem chora? – od razu pytasz, przygryzając przy tym ze zdenerwowania wargę.
- Nie, to był tylko mocny skurcz – odpowiedziała, na co ci ulżyło – Ale powiedz mi taką rzecz – kontynuuje – Kiedy miałaś ostatnią miesiączkę ?
- Ym – zastanawiasz się chwilę, po czym wyciągasz z torebki kalendarz – 7 tygodni temu – powiedziałaś lekko wystraszona.
- Nie myślałaś czym może być to spowodowane?
- Szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się nad tym. Czasem mam nierówne przerwy pomiędzy jedną a drugą miesiączką, zazwyczaj są krótsze, ale zbytnio się nie przejęłam. – odpowiedziałaś szczerze.
- A nie zauważyłaś, żeby działo się z Tobą coś dziwnego ? Zdenerwowanie, zmęczenie?
- W zasadzie tak. Od zawsze łatwo się denerwuje, ale ostatnio cały czas chodzę rozdrażniona i wydaje mi się, że mam większy apetyt – lekarz tylko kręci głową twierdząco.
- Dobrze, w takim razie przepiszę ci tabletki na uspokojenie, ale bierz je tylko kiedy naprawdę będziesz potrzebowała. I zażywaj codziennie te tabletki – podkreśliła grubą linią nazwę tabletek na kartce papieru. – powinny zmniejszać ból skurczy, bo mogą się pojawiać. I oszczędzaj się, żeby tobie i dziecku nic się nie stało, dziewczyny w młodym wieku, mogą mieć ciężką ciążę.
- Słucham – parsknęłaś śmiechem – O co pani chodzi ?
- [T.I], no daj spokój. Przecież jesteś w ciąży – skamieniałaś – Nie zorientowałaś się ? Twoje objawy to stuprocentowa pewność, że będziesz mamą.
Do oczu zaczęły napływać ci łzy,  patrzałaś z niedowierzaniem na panią doktor, wstałaś i wyszłaś. Twoja mama stała przed Tobą i widząc w jakim jesteś stanie mocno przytuliła, obie płakałyście.
- Nie przejmuj się, kochanie – po chwili ciszy odezwała się twoja mama, dalej cię przytulając – cokolwiek to jest damy radę. Jesteś silna, pokonasz każdą przeszkodę.
- Mamo – szepnęłaś – Ja nie jestem chora – dalej płakałaś. Mama spojrzała na ciebie, a w jej oczach było widać szczęście i strach jednocześnie. – W takim razie dlaczego płaczesz? – spytała zdziwiona, wycierając łzy spływające po twoich policzkach.  Nie miałaś odwagi jej powiedzieć, przecież rozmawiałaś z rodzicami nie raz na temat seksu i antykoncepcji, byłaś pewna, że ciebie to nie spotka. Zdobyłaś się w końcu na odwagę i spuszczając głowę powiedziałaś – Jestem w ciąży. – mama ponownie cię przytuliła.
- Damy radę. To nienajgorsza rzecz jaka mogła nas spotkać. Jesteś zdrowa, a to największe szczęście. A co się stało, to się nie odstanie, poradzimy sobie – ucieszyłaś się na jej słowa, wiedziałaś że masz wsparcie rodziny. Poszłyście w stronę auta i wróciłyście w ciszy do domu. Twoja mama rozmawiała z tatą, a ty postanowiłaś zadzwonić do Harrego i się z nim spotkać. Bałaś się, ponieważ kilka godzin temu się pokłóciliście, ale nie mogłaś z tą sprawą zwlekać, musiałaś powiedzieć mu jak najszybciej.
Wyszłaś przed dom i czekałaś na chłopaka. Kiedy zobaczyłaś podjeżdżające aute i wysiadającego z niego Harrego zakręciło ci się w głowie, postanowiłaś usiąść na ławce.
- Cześć – przywitał się – Coś się stało ? – zapytał z poważną miną.
- Muszę z Tobą porozmawiać – patrzałaś w ziemię, a oczy miałaś napełnione łzami.
- Może się przejdziemy? – zaproponował chłopak, a ty pokiwałaś twierdząco głową. Wstałaś z ławki i momentalnie złapałaś się za brzuch, Harry to zauważył – dobrze się czujesz? – spytał obejmując cię ramieniem, ponownie pokiwałaś głową. Szliście chwilę przed siebie w ciszy, nagle chłopak zaczął – [T.I] posłuchaj, przepraszam za moje zachowanie, nie wiedziałem, że tak co cię zdenerwuje.. – przerwałaś chłopakowi, cicho stęknęłaś z bólu łapiąc się za brzuch i kucając.
- Co się dzieje ?! – spytał wystraszony. Próbowałaś coś powiedzieć, ale miałaś wielką gulę w gardle, łzy spłynęły po twoich policzkach, twarz ukryłaś w dłoniach. Harry odsłonił twoją twarz i z poważną miną powtórzył – [T.I] co się dzieje?  - spojrzałaś na niego -  Jestem w ciąży – szepnęłaś przez łzy. Chłopak początkowo wypuścił powietrze i złapał się za głowę, po chwili pomógł ci wstać i mocno cię przytulił – Wszystko będzie dobrze – powtarzał cały czas, a ty nie umiałaś opanować płaczu.
~
Mijały miesiące, rodzina i przyjaciele już wiedzieli. Ludzie w szkole wytykali cię palcami, chociaż ci prawdziwi przyjaciele i nauczyciele cię wspierali. Próbowałaś, lecz byłaś pod dużą presją, postanowiłaś odpocząć, przerwałaś naukę. W 5 miesiący ciąży poszłaś na badanie USG, na którym dowiedziałaś się, że będziesz miała córeczkę. Wiedziałaś jakie będzie miała imię, Harry zawsze wspominał, że podoba mu się imię Darcy. Kiedy go o tym poinformowałaś bardzo się ucieszył.
~25.05
Jesteś w 6 miesiącu ciąży. One Direction wyjechali tydzień temu w trasę, tęsknisz za swoim chłopakiem, rodzina bardzo cię wspiera. Tej nocy obudziłaś się z krzykiem. Wystraszeni rodzice od razu do ciebie przybiegli. Czułaś, że coś jest nie tak, odkryłaś kołdrę i zobaczyłaś pełno krwi, zakryłaś usta dłonią. Od razu ruszyliście w stronę szpitala. Byłaś przerażona. W aucie zaczęłaś tracić przytomność, w szpitalu myślałaś, że umrzesz z bólu i wołałaś imię twojego ukochanego. Ostatnie co pamiętasz to pełno lekarzy i rażące światła.
Twoi rodzice natychmiast powiadomili Harrego, że jesteś w szpitalu. Chłopak z przyjaciółmi pojawili się w szpitalu w 40 minut, wynajęli prywatny samolot, by byś jak najszybciej. Harry kłócił się z pielęgniarkami, które nie chciały go wpuścić na sale. Twoi bliscy usłyszeli płacz dziecka i zapadła cisza. Po chwili jednak krzyk jednej z pielęgniarek przeraził wszystkich – Tracimy ją ! - Nic nie mogli zrobić, siedzieli zrozpaczeni i czekali. Po kwadransie z sali wyszedł lekarz, wszyscy stanęli na baczność i chcieli wiedzieć czy z tobą i dzieckiem wszystko wporządku. Podszedł do twoich rodziców, chłopcy nie słyszeli ich rozmowy . Twoja mama zakryła twarz dłonią i zaczęła płakać, twój ojciec mocno ją przytulił i pocałował w czoło. Harry podbiegł do nich, a twoja matka się do niego przytuliła – Ona żyje – powiedziała zapłakana, a kamień spadł mu z serca.
– Podczas porodu były problemy, dziecko było w połowie drogi, a Pańska córka zaczęła tracić przytomność. W takich wypadkach zawsze ratujemy matkę. – powiedział ze smutnym wyrazem twarzy lekarz.
- Co to znaczy ? – spytał Harry.
- Niestety dziecka nie dało się uratować. Miało zaledwie 6 miesięcy, było za słabe. Tak jak powiedziałem, zawsze ratujemy matkę w takich przypadkach.
~
Otworzyłaś oczy, widząc obok swojego łóżka zapłakaną mamę i Harrego, który obejmował ją ramieniem.
- Mamo, wszystko wporządku – powiedziałaś słaba, chwytając jej dłoń, na co się uśmiechnęła.
Harry pokiwał głową przecząca, na co od razu pomyślałaś o dziecku – Co się stało? – spytałaś przechodząc do pozycji siedzącej. – Gdzie ona jest?! – krzyknęłaś – Gdzie jest moje dziecko?! – zaczęłaś płakać.
- Małej Darcy nie ma z nami - powiedział chłopak, po czym mocno się do ciebie przytulił i pozwolił wypłakać się na jego ramieniu.


___________________________________________________________


 Siemiano, w końcu coś dodałam :) Miałam pisać własne opowiadanie, ale jakoś myśle, że lepiej imaginy, chociaż nie jestem za bardzo przekonana co do tego, ale co tam.


Ola :) xx

czwartek, 3 maja 2012

Rozdział 13

Kilka godzin później razem z Louisem i Zaynem weszłam do sklepu odzieżowego. Zayn chciał kupić nowe okulary przeciwsłoneczne, a Lou buty. Miałam tam iść i im doradzić w czym lepiej wyglądają, tak przynajmniej mi powiedzieli (ta skromność!). Kiedy byliśmy w sklepie, Lou oglądając buty, odezwał się:
- Chciałbym dzisiaj zerwać z Annie. Ale nie będę tego robił przez telefon, czy coś, jak jakaś ciota.
Parsknęłam śmiechem.
- Lou, do cioty ci daleko - powiedziałam i zdjęłam z półki parę fajnych trampek. - Te, zdecydowanie. Pasują ci do wielu ciuchów.
- A nie te? - zapytał Lou, wskazując na szare. - Chcę zaprosić ją na kolację.
- Nie, przymierz jeszcze granatowe. A jeśli chodzi o Annie, to chcesz ją zaprosić na kolację i dać jej tam kosza? Dobre zagranie. Nie powinna robić ci sceny.
- Nawet nie chodzi o robienie scen. Po prostu... chcę, żeby nasz związek został zakończony w miłej atmosferze. Te będą dobre - stwierdził Lou, przyglądając się granatowym butom na swoich stopach.
Louis wziął pudełko z butami i podszeł do kasy, a ja namierzyłam Zayna, który robił dziwne miny do lustra. Na nosie miał śmieszne, różowe okulary, a ich metka dyndała mu na nosie.
- Haha, jaki alfons - zaśmiałam się na jego widok.
Dał mi kuksańca w bok.
- Bo się obrażę! Prędzej Bond. James Bond - powiedział i zaczął udawać, że poprawia fryzurę.
- Bez wątpienia. To co, James - powiedziałam i puściłam mu oczko - idziemy do kasy? Bierzesz coś?
- Mhn, te srebrne.
Po zapłaceniu za okulary, wyszliśmy ze sklepu. Przed nim stał już Louis i rozmawiał z Annie.
- Siema, Annie! - przywitałam się i ją objęłam.
- Cześć, Mary! Zayn - powiedziała i podała mu rękę.
- Właśnie się spotkaliśmy - powiedział Louis. - I zaprosiłem ją na kolację.
- Dzisiaj w Orrery, o 18 - powiedziała uśmiechnięta Annie i spojrzała na Louisa z uwielbieniem. - To restauracja najlepszego kucharza i restauratora w Londynie! Nie mogę się doczekać.
"Lou, masz przesrane" - pomyślałam. Annie naprawdę go kochała!
- Taa... to my już pójdziemy - powiedział Zayn i złapał mnie za rękę. - Pa!
- Narazie! - powiedziała Annie.
Również się pożegnałam i razem z Zaynem poszłam w stronę domu.
- Nie uważasz, że głupio postąpiliśmy zostawiając tam Louisa? - zapytałam Zayna.
Ten mnie objął ramieniem i odparł:
- Nie wiem, ale to nie nasza sprawa. Sam się wpakował w toksyczny związek. Nic nie poradzimy. Lou nigdy nie miał szczęścia do dziewczyn.
W domu zastaliśmy tylko Liama.
- Gdzie Hazz, Niall i Alex? - zapytałam.
- Wyszli gdzieś. Chyba na dupy - odpowiedział Liam.
- Na dupy z Alex? - uniosłam brwi i się uśmiechnęłam.
Usiadłam na fotelu.
- No dobra, nie wiem gdzie poszli - stwierdził Liam.
- Lou ma zamiar zerwać z Annie – powiedziałam obojętnie.
- Co? - Liam prawie się zakrztusił colą. - Nie wierzę, że to zrobi.
- Wydawał się mówić serio...
- Nie wierzę, nie da jej kosza.
- Liam, mówię to, co wiem. Jak chcesz to możesz jechać do Orrery, dzisiaj o 18, i się sam przekonać.
- Dobra. Pojadę tam.
- Żartujesz sobie? - zamarłam.
- Nie. I potrzebuję też ciebie.
- Słucham?
- No wiesz, będziemy udawać, że jesteśmy na randce. I... usiądziemy tak, żeby nas nie widzieli! Możemy się przebrać za detektywów.
- Poebao?
- Muszę zobaczyć jak on to robi. Nie wierzę! Nie, żebym uważał, że Louisowi brak odwagi, ale...
- I myślisz, że ja się na to zgodzę?
- I myślisz, że ona się na to zgodzi? - papugował Zayn.
Spojrzałam na Zayna z grymasem i mruknęłam:
- Liam, a jakby nas zobaczyli? Louis nas znienawidzi do końca świata!
- Mam plan.
20 minut później stałam przed Liamem i Zaynem w czarnej, krótkiej peruce, białej koszuli, czarnych, o dwa rozmiary za dużych spodniach i szpilkach z 12 centymetrowymi obcasami. Wyglądałam jak pożal się Boże sekretarka z agencji towarzyskiej.
- Świetnie! - powiedział Liam.
- W co ja się pakuję? - jęknęłam i włożyłam na nos okulary a'la Harry Potter. - Liam, ale mam nadzieję, że ty będziesz wyglądał równie głupio. Jak idziemy razem, jako para, to oboje róbmy sobie siarę naszym wyglądem.
- Ubieram szary smoking - powiedział.
- Aha, czyli arystokracka para niczym z zamku Draculi?
- Coś w tym stylu!
Zayn parsknął śmiechem i mnie objął.
- Moje biedactwo - powiedział.
Prychnęłam. To niesprawiedliwe! Zawsze ja muszę robić sobie przypały. No, nie licząc Alex. Swoją drogą, zastanawiałam się gdzie ona się podziewa.
- Nie wiem po co chcesz tam jechać, Liam. Przecież i tak się dowiesz, czy z nią zerwał, czy nie, tylko trochę później - burknęłam.
- Mary, chcę to widzieć. Na żywca! I jej reakcję, i jego minę - odpowiedział.
Westchnęłam. Faceci bywali równie dziwni, co dziewczyny podczas PMS-u. Spojrzałam na zegar; była 15.
- Mamy jeszcze 3 godziny! Mogę to z siebie zdjąć? Nie będę tak paradować - powiedziałam.
Liam przytaknął i powiedział:
- Ale o 17:40 wyjeżdżamy, więc bądź gotowa. Siadamy gdzieś przy wyjściu, żeby można było się szybko ewakuować.
- W razie pożaru?
- W razie wkurwu Louisa.
- Aaa...
Poszłam do swojego pokoju i zaczęłam ściągać z siebie warstwy tego dziwnego przebrania. Stanęłam przed lustrem i wytrzeszczyłam oczy. O MÓJ BOŻE. Chyba przytyłam! Szybko stanęłam na wagę. Wzięłam głęboki oddech, i spojrzałam na wyświetlacz. O kurwa. Przytyłam. 3 kilo!
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! - krzyknęłam i szybko zeszłam z wagi.
Do pokoju natychmiast wszedł Zayn. Byłam w samej bieliźnie i stałam przed lustrem krzycząc do swojego odbicia.
- Co się stało? - zapytał chłopak podchodząc do mnie.
- &#@)$&! PRZYTYŁAM! Trzy jebane kilogramy! Za niedługo się z drzwiach nie zmieszczę! Przecież nie jem po 19, unikam słodyczy i cukru w kawie, cholesteloru i zbędnych tłuszczów…
- Ja tam nie zauważyłem, żebyś przytyła.
- ALE JA TAK.
Zayn przewrócił oczami i powiedział:
- Ta waga jest zepsuta. Wyglądasz super.
Miałam łzy w oczach. Natychmiast się ubrałam i wyciągnęłam z szuflady paczkę z papierosami.
- Skąd masz? - zapytał.
- Jestem tu pełnoletnia, zapomniałeś? - powiedziałam i zapaliłam jednego.
- Małolata.
Zaciągnęłam się i powiedziałam przez łzy:
- Nie ma. Od dzisiaj dieta CUD! Zero słodyczy, zero tłustego mięsa, fast foodów, i innego gówna!
- Mary, z kości na ości?
- Widzisz tu gdzieś kości?! - zapytałam robiąc rękami koło w powietrzu wokół mojej sylwetki. - NIE! Bo ich nie ma...
- Lecz się.
- Forever alone! – krzyknęłam i opadłam na łóżko.
Roześmialiśmy się i poszliśmy zrobić obiad. Dietetyczny!
Po 17 do domu weszła Alex, Niall, Harry i Louis.
- Gdzie byliście? - rzuciłam.
- A, tu i tam, w sumie nieważne - odpowiedziała Alex z uśmiechem. - Jest coś do jedzenia?
- Ta, obiad. Odgrzejcie sobie, jest w lodówce. Lou, o której wychodzisz?
- Zjem i zaraz wyjeżdżam. Muszę jeszcze kupić jakieś kwiaty - odpowiedział Louis.
Spojrzałam na Liama. Ten posłał mi porozumiewawcze spojrzenie.
Okej, czyli jednak nasz tajny plan miał się odbyć. Modliłam się tylko, żeby moje przebranie spełniło swoje podstawowe zadanie.

___________________________________




:)
Marta

wtorek, 1 maja 2012

HELOOOOOŁ!

Cześć! Właśnie wróciłam i teraz sobie odpoczywam... słońce było niemiłosierne, i zjarałyśmy się z Olą jak nie wiem :P W każdym razie chciałam wam podziękować za to, że tak wspieracie naszego bloga (wspieracie, wtf? :P) i w ogóle jest mi baaaaaaaaardzo miło, że opowiadanie wam się podoba :) Obiecuję, że jutro z samego rana ogarnę wasze blogi, pospamuję trochę (patrz: skomentuję :P), i napiszę kolejny rozdział. Teraz jestem już straaaasznie zmęczona i nie mam siły na nic :P

Muszę jeszcze dodać, że zdziwiłam się nieco, gdyż jak przyjechałam to nie przeczytałam nigdzie plotki "Zayn Malik chodzi z Perrie Edwards", czyli jednak nasze modły zdziałały! widzicie-w grupie siła :)!







Louis&Zayn:



Ja&Zayn :D hahah dobra przeróbka, nie? Me likey


Marta, xx :)