YayBlogger.com
BLOGGER TEMPLATES

niedziela, 24 czerwca 2012

Rozdział 19 + info

! Po przeczytanie rozdziału przeczytajcie proszę info pod spodem.

~~
- Bądźcie w klubie punktualnie - powiedziałam do telefonu. - Zayn, to ważne.
- Dobra, o 19. Będziemy na czas - odpowiedział chłopak.
Rozłączyłam się i podeszłam do Nialla i Harry'ego, którzy dekorowali salę balonami.
- Balony. Serio? - zapytałam z sarkazmem.
- Liam uwielbia balony! To niby niuanse, a jednak są takie ważne. To dobre feng shui na ten wieczór - powiedział Harry, męcząc się z umocowaniem balona do kolumny.
- Może zrobimy jeszcze kinder bal, mini disco i zaprosimy klauna!
- Dobry pomysł! Chociaż nie, Liam nie przepada za klaunami - mruknął Niall.
- W porządku, balony przeboleję - powiedziałam i poszłam do łazienki.
Spojrzałam w lustro. Widać było po mnie, że byłam zdenerwowana. Była godzina 18:38, wszyscy już czekaliśmy w klubie na Liama i Zayna. Poprawiłam makijaż, podciągnęłam sukienkę i wzięłam głęboki wdech. Klub nie był wynajęty, mieliśmy tylko osobny, odgrodzony kąt. Było nas w końcu tylko osiem sztuk, więc bez sensu byłoby wynajmować cały klub. Miałam tylko nadzieję, że nie stanie się nic złego, bo wiadome było, że fanki chłopców potrafiły być irracjonalne i niebezpieczne. Do łazienki weszła Alex.
- Fanki chyba nie wiedzą, że są tu chłopcy - powiedziała. - W każdym razie nie ma aż tak dużo ludzi.
- Może się jeszcze zejdą, jest wcześnie.
- Kurczę, nie opina mnie ta kiecka? - zapytała przyjaciółka obracając się tyłem do lustra i gapiąc się przez ramię w swoje odbicie.
- Wyglądasz jak milion dolarów!
- Wolałabym je mieć, niż wyglądać - mruknęła i zarzuciła włosami.
- No, dobra. Idziemy na salę? Musimy jeszcze obbadać jakie tu mają driny i odebrać pizzę. Będą 4 duże. Jak myślisz, starczy?
- No pewnie! Chyba, że Niall jest dziś bardzo głodny... A tak w ogóle, to widziałaś Annie? Szukałam jej, ale chyba jeszcze nie dotarła.
- Dzwoniłam już, powiedziała, że coś załatwia i zaraz będzie. Oby była przed Liamem i Zaynem. To ma być niespodzianka.
- A gdzie masz album? - zapytała Alex robiąc dziwne miny do lustra i poprawiając szminkę na ustach. Spojrzałam na nią ze współczuciem. - No co? - zapytała i oparła się o ścianę.
- Album ma Louis. Tylko on wziął torbę, i cały czas ma ją przy sobie, więc schował tam nasze dzieło.
- Spoko - Alex przygryzła wargę.
Znałam ten tik od Zayna, więc wiedziałam, że przyjaciółka albo się stresuje, ukrywa coś lub jest wkurzona. Przestałam się przeglądac w lustrze i zapytałam:
- Ej, o co chodzi?
- Nie ważne.
- Bardzo ważne! Ostatnio mi nie powiedziałaś ważnej rzeczy i dowiedziałam się o tym jak byłam w trzy dupy upita.
- Chodzi o mnie i Harry'ego.
- Spaliście ze sobą?!
- Nie, masz mnie za dziwkę? Nawet nie wiem czy jesteśmy ze sobą! Co prawda całowaliśmy się, no i dobrze się nam rozmawia. Ale on raz jest miły, czuły i w ogóle, a na drugi dzień prawie mnie nie zauważa i traktuje jak zwykłą kumpelę. Myślałam, że to kobiet się nie da zrozumieć!
- Koleś jest psychiczny. Nie, ale tak poważnie, to po prostu z nim porozmawiaj, szczerze. Powiedz, że nie rozumiesz jego toku myślenia i sama nie wiesz, czy jesteście ze sobą, czy może to była tylko taka krótka "przygoda".
- Postaram się z nim pogadać. Ale nie wiem, czy to przejdzie - powiedziała i westchnęła.
Wyszłyśmy z łazienki i szczeny nam opadły. W klubie było tyle ludzi, że nie było wolnego centymetra kwadratowego. Przecisnęłyśmy się przez tłum. Nagle moja przyjaciółka stanęła. Odwróciłam się i zobaczyłam jakąś obcą dziewczynę krzyczącą coś do Alex. Ta jej odpysknęła, chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku miejsca, w którym mieliśmy świętować urodziny.
- Kto to był? - zapytałam przyjaciółkę.
- Nie ważne, zapomnij o tym.
Dochodziła 18:50, a Annie nadal nie było. Usiadłam na podświetlanej, nowoczesnej kanapie. Na stoliku przede mną stał szampan, kieliszki i symbolicznie - mały tort. Uśmiechnęłam się. Obok mnie siedział Harry i Niall, a Louis stał przy barze i gdzieś dzwonił. Czułam jak muzyka buzuje mi w uszach i przypomniał mi się wieczór, kiedy Alex powiedziała mi, że może być w ciąży. Otrząsnęłam się, bo ktoś zaczął potrząsać moim ramieniem. To był Harry
- Ej, Mar, żyjesz? Liam i Zayn zaraz tu będą. Idę ich przyprowadzić, żeby się nie zgubili, a wy tu bądźcie i czekajcie. - Skinęłam głową i rozglądnęłam się wokół siebie.
 Niall, Louis, Alex... A gdzie Annie? Miała tu być przed 19! Wypuściłam powietrze. Louis wyciągnął z torby album i położył na stoliku. Nagle zobaczyłam jak w oddali przez tłum, przeciskają się Harry, Zayn a za nimi Liam.
- Wszystkiego najlepszego! - krzyknęliśmy razem, kiedy chłopcy już do nas doszli.
- Żebyś już na zawsze był taki zajebisty, jaki jesteś teraz! - powiedział Niall.
Liam stał jak wryty i nie wiedział co powiedzieć. Uśmiechnięta, wręczyłam mu album i powiedziałam:
- Nie wiedzieliśmy, co mamy ci kupić, więc postanowiliśmy zrobić coś sami. Mam nadzieję, że ci się spodoba. To prezent od nas wszystkich.
- Jesteście niesamowici - powiedział chłopak.
Usiedliśmy i zaczęliśmy oglądać album, kiedy nagle zadzwonił do mnie telefon; była to Annie. Wstałam z kanapy i odeszłam tak, żeby nikt mnie nie słyszał i odebrałam.
- Gdzie ty jesteś? - syknęłam. - Liam już tu jest.
- Mary! Weź resztę i wyjdźcie przed klub! Ale szybko, to ważne.
Westchnęłam i powiedziałam to innym. Wyszliśmy więc prędko przed klub. Stała tam podekscytowana Annie. Kiedy Liam ją zobaczył, opadła mu szczęka. Podszedł do niej i zaczęli się całować.
- Ej, patrzcie! - powiedziała Alex i wskazała na niebo.
Wszyscy spojrzeliśmy w górę i zobaczyliśmy na niebie kolorowy napis: Wszystkiego najlepszego, Liam! Spojrzałam na Annie i wymówiłam bezgłośnie: "Ty to załatwiłaś?". Skinęła głową i wtuliła się w Liama, który teraz podążał wzrokiem za znikającym napisem na niebie. Po chwili się odezwał:
- To jest chyba najlepszy prezent na świecie!!!
Wszyscy teraz staliśmy szczerząc do siebie ryje. Porobiliśmy kilka fotek i wróciliśmy do środka. Alex w objęciach Harry'ego, Annie w objęciach Liama, Niall w objęciach Louisa, a ja za rączkę z Zaynem. Nagle zobaczyłam, że ta sama dziewczyna, która zaczepiła Alex wcześniej, znów do niej coś mówiła. Alex pokazała, że nie słyszy, na co tamta do niej podeszła i krzyknęła, tak głośno, że nawet ja usłyszałam:
- Odpierdol się od Harry'ego! On jest mój, czy tego chcesz, czy nie. Zdzira!
Wtedy zrozumiałam, że ją znam. Ze szkoły. Wredna, uważająca się za niewiadomo kogo wysoka brązowo włosa dziewczyna o imieniu Alicja. Nigdy jej nie lubiłyśmy i miałyśmy z nią na pieńku. Harry stał teraz obok mnie zdziwiony. Moja przyjaciółka podeszła do Alicji jeszcze bliżej, tak, że dzieliło je teraz tylko kilka centymetrów. Ja, Harry, Zayn, Niall, Louis, Liam i Annie staliśmy kilka kroków dalej i obserwowaliśmy całe zajście.
- Jak mnie nazwałaś? - zapytała spokojnie Alex.
- Zdzirą. Głucha jesteś?
Jeśli chodzi o Alex, to nie można do niej podskakiwać. Jak to mówią, "nie dała sobie w kaszę dmuchać". Wiedziałam o tym, i widziałam już zakończenie tej "pogawędki".
- Spoko, bądź sobie z Harrym. Ale wiesz, ja go znam i nawet z nim mieszkam! Więc oceń sama, kto ma większe szanse - powiedziała Alex.
Reszta wydarzeń działa się tak szybko, że tylko kiwałam głową i przenosiłam wzrok z Alex na Alę, i na odwrót. Zobaczyłam jak Ala daje plaskacza mojej przyjaciółce, a ta druga ciągnie przeciwniczkę za włosy. Zaczęły się szarpać. Wszyscy ludzie wokół nich patrzyli, jakby było to jakieś ciekawe show w telewizji. Alex, nie owijając w bawełnę, wykręciła dziewczynie ręce, tak, że tamta nie umiała się poruszyć. Ala zaczęła się wyrywać, ale po chwili dała spokój. Alex w  końcu ją puściła i powiedziała:
- Spróbuj jeszcze raz - Ala zerknęła na nas wszystkich z pogardą i pobiegła w stronę łazienki.
Wszyscy staliśmy z rozdziawionymi paszczami i wpatrywaliśmy się w Alex.-
 No co? - zapytała. - Ma dziwka za swoje.
- To było ZAJEBISTE! - powiedział Liam.
Harry podszedł do niej i zaczęli się całować. Robiło się gorąco. Chyba był to czas, żeby się napić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chciałabym Was prosić o komentowanie, czy wam się podoba, czy coś sie nie podoba? Statystyki bloga nie są małe, ale komentarzy jest na prawdę nie wiele. Marcie na pewno zrobiło by się miło gdyby przeczytała kilka waszych opinii, motywowało by ją to do dalszego pisania!
Moim zdaniem te opowiadanie jest pro elo, a szczególnie uwielbiam ten rozdział! Więc bardzo Was proszę - komentujcie ! :))


                                                                                            Ola, xx.





piątek, 8 czerwca 2012

Rozdział 18 | I'm sorry!

Siedziałam z Louisem na podłodze w moim pokoju i ozdabiałam stronę tytułową. Lou wybierał na komputerze zdjęcia, a potem je drukował. Było po 23, a tylko on zwrócił się do mnie z pomocą, bo bym musiała robić to sama. Niall i Zayn nadal siedzieli w salonie, nawet bałam się zajrzeć co się tam działo. Mimo tego, że Lou najtrzeźwiejszy nie był, to kojarzył jeszcze jakie zdjęcia się nadają i jak je wydrukować.
- Ciekawa jestem jak my zdążymy to wszystko zrobić - mruknęłam. - Już jutro urodziny Liama, a my nie mamy prawie nic...
- Hej, spokojnie... Jeszcze pomogą nam Hazz i Alex. Muszą tu przyjść jutro i nam pomóc jak Liama nie będzie w domu. Co będzie trudne, bo on nie wychodzi nigdzie sam - powiedział Louis, gapiąc się w ekran laptopa.
- Więc któryś z was będzie musiał go wyciągnąć... na przykład na jakieś kręgle, czy coś.
- Proponuję, żeby poszedł z Zaynem.
- Proponuję, żeby poszedł z tobą, gdyż Zayn musi też pomóc coś robić. Ty już mi tyle pomogłeś, a Zayn tylko siedzi i chleje.
- Oj tam, z chęcią będę ci pomagał. Choćbyśmy mieli wstać jutro o 6 rano i robić to do ostatniej minuty. Zayn niech odpoczywa, jak dzisiaj fanki go napadły, to myślałem, że go uduszą - Louis się wzdrygnął.
- Nie wnikam.
Po pół godzinie strona tytułowa wyglądała już naprawdę dobrze, a wszystkie zdjęcia zostały wydrukowane.
- Dobra robota, Lou. Idę zobaczyć co z resztą - powiedziałam i poszłam do salonu.
Zayn oglądał teledyski w telewizji, Niall jadł kanapkę, a mojego taty nie było.
Matko, mam nadzieję, że nie wyskoczył przez balkon!
- Poszedł już spać - powiedział Naill, wyprzedzając moje pytanie.
Odetchnęłam i przysiadłam na oparciu kanapy. W salonie był istny rozgardiasz. Krzesła były rozwalone po całej powierzchni pokoju, na stole nie było wolnego milimetra kwadratowego. Do pomieszczenia wszedł Louis.
- Dobra, no to sprzątamy - powiedział i zaczął ustawiać krzesła.
- Lou, nie musisz - powiedziałam.
- Dlaczego? To myśmy tu nabałaganili. Zayn, Niall, ruszcie dupy i mi pomóżcie.
Chłopcy niechętnie wstali i zaczęli zanosić szklanki, talerze i puste butelki do kuchni. Ja też się przyłączyłam; wywietrzyłam pokój, wyłączyłam telewizor, rozłożyłam i pościeliłam chłopcom kanapę.
Kiedy już skończyliśmy sprzątać, życzyłam im dobrej nocy i poszłam z Zaynem do mojego pokoju.
- Zayn, jutro wstajemy o 8 i robimy album, ale ty zabierasz Liama na kręgle i wracacie dopiero na obiad, a potem jedziemy do klubu. Ja i reszta będziemy tam już wcześniej, żeby zbadać teren i zamówić jedzenie. No wiesz, żebyśmy się nie otruli, bo będzie trochę kijowo, jak na przykład przed koncertem dostaniecie wszyscy biegunki, haha - nawijałam i przebierałam się w piżamę. - Jak myślisz, zorientuje sie, co dla niego szykujemy? Zayn?...
Odwróciłam się w stronę łóżka i zobaczyłam śpiącego Zayna. Nie wiedziałam, że jestem aż taka nudna!
Zgasiłam światło i położyłam się obok niego. Zayn chrapał z otwartą buzią i zajmował 3/4 łóżka. Jechało mu wódą, ale nie zważając na to, przytuliłam się do niego i zasnęłam.
Rano obudziło mnie radosne podśpiewywanie Zayna, dochodzące gdzieś z głębi mieszkania. Obok mnie łóżko było pościelone. Usiadłam, przeciągnęłam się i spojrzałam na zegar; była 7:32.
- Mmm, co tu tak ładnie pachnie? - zapytałam, wchodząc do kuchni i gdy zobaczyłam Zayna, stojącego przy patelni, myślałam, że umrę. Był w samym fartuszku! Bez majtek! Zatoczyłam się i wzięłam głęboki wdech.
- O, Mary! Nie wiedziałem, że tak wcześnie wstaniesz. Nie przeszkadza ci to, że się nie ubrałem, nie?
Otworzyłam buzię i natychmiast ją zamknęłam. W sumie dlaczego miałoby mi to przeszkadzać?
- W sumie to się ubrałeś. W fartuch mojej mamy. Ale nie powiemy jej - powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek. - Robisz śniadanie, o jak miło!
- Chciałem ci zrobić niespodziankę. Twoi rodzice wyszli do pracy, więc zaczaiłem się do kuchni. Chyba dziesięć minut szukałem patelni, ale dla chcącego nic trudnego. Louis i Niall jeszcze śpią.
- No to będą musieli za niedługo wstać. Album sam się nie zrobi, a urodziny Liama już dzisiaj! - powiedziałam podekscytowana.
- Zabiorę go gdzieś - powiedział i nałożył pierwszy omlet na talerz.
- Ej, Zayn, ale nie na drinka. W klubie i tak się uchlejemy - powiedziałam i klasnęłam. - Boże, jak ja dawno nie byłam na żadnej imprezie! A w ogóle, Zayn. Spotkałyśmy wczoraj Annie w galerii handlowej. Wiesz coś o tym?
- No patrz, wypadło mi z głowy! Annie przyleciała do Polski na urodziny Liama. Zapomnieliśmy wam powiedzieć...
- Taki... szczególik! - powiedziałam i pokazałam małą odległość palcami.
- No, taki tyci, tyci - powiedział Zayn i oparł się o blat.
- Liam się jescze nie domyślił?
- No co ty, on nie kojarzy co się dookoła niego dzieje. Jest tak zafascynowany pięknymi polkami, że chyba nie będzie zadowolony, że Annie przyleciała - zażartował chłopak.
Roześmiałam się.
- Jesteśmy aż takie czarujące?
- Mało powiedziane - powiedział cicho i przysunął się do mnie.
Zaczęliśmy się całować, a ja się zorientowałam, że on jest prawie nagi. Dobra, spokojnie. Oderwałam się i zmierzwiłam mu włosy.
- Zaraz nam śniadanko wystygnie. Idę obudzić chłopców i jemy - powiedziałam.
Po śniadaniu zajęliśmy się albumem. Zayn też pomagał przez jakąś godzinę, potem stwierdził, że zadzwoni do Liama i się umówią, pół godziny później do drzwi zadzwonił Liam.
- Sto lat! - wykrzyknęliśmy wszyscy, witając go w drzwiach.
- Woah, jakie powitanie! Dzięki - powiedział chłopak i wszedł do mieszkania. - Zayn, gotowy? Gdzie mnie zabierasz? A w ogóle czemu wy nie idziecie? - zwrócił się do nas.
- Errr... Niall się nienajlepiej czuje - powiedziałam i spojrzałam na chłopaka. Niall w sekundzie się zwinął i złapał za brzuch, udając, że go boli.
- Tak, chyba wczoraj za dużo zjadłem - jęknął. - Mar, Zayn i Louis muszą się mną zająć...
Uśmiechnęłam się i pchnęłam Zayna do wyjścia.
- No, to papa, bawcie się dobrze! - powiedział Louis, a ja zamknęłam drzwi za Liamem i Zaynem.
Dałam piątkę Louisowi i Niallowi.
Alex i Harry zjawili się pół godziny później.
- Dobra, to co mam robić? Ostrzegam, że nie jestem najlepszy w rzeczach manualnych - powiedział Harry, kiedy już mu pokazałam, ile zdążyliśmy zrobić.
Alex już siedziała na łóżku i wycinała coś z papieru kolorowego. Niall i Louis pisali różne anegdoty w albumie, a ja próbowałam pokazać Harry'emu jak składać z papieru serca. Album dokończyliśmy w ciągu kolejnych 4 godzin. Wyglądał genialnie, widać było, że zrobiony został prosto z serca. A właściwie, prosto z serc. Jesteśmy zgraną paczką, to trzeba przyznać.


________________

Ej serio? już 8 czerwca? Ktoś sobie chyba żartuje..
czas tak szybko mija.. po prostu nie wierzę.
genralnie ostatnie dni spędzam na placu.
poznałam spoko ludzi z mojego osiedla
i SĄSIADA, który jest zajebisty <3 ale prawie go nie widuje xd
trudno. w każdym razie: macie, czytajcie to gówno :D
ja oglądam Euro, i spadam potem na plac.
myślę , że poland wygra!
O KURWA WŁAŚNIE BYŁ GOL!!!!
DLA POLSKI
hahahah
LEWANDOWSKI <3!!!!!!!!! 


pa dziubasy :) 




wtorek, 29 maja 2012

Rozdział 17

Szłyśmy koło ronda i rozmawiałyśmy, kiedy Alex złapała mnie za rękę i schowała się za jakiś głaz.- Co robisz? - zapytałam, wyrywając się z uścisku jej dłoni.
- Zobacz, kto właśnie idzie! - powiedziała przyjaciółka pół szeptem. Wyjrzałam powoli zza głazu i ujrzałam Gasia.
Gasiu to łysiejący, średniego wzrostu nauczyciel historii. Kiedy jeszcze chodziłyśmy tu do szkoły, uwziął się na nas, i zawsze każdy żartował, że jesteśmy jego ulubienicami, choć w gruncie rzeczy było kompletnie na odwrót. Pan miał dziwne poczucie humoru i był czesto wredny, w szczególności dla Alex.
Kiedy go zobaczyłam, powróciły dawne wspomnienia; kiedy pytał nas co historię i wstawiał same kapy. Na szczęście mnie nie zauważył i przeszedł bez mrugnięcia okiem obok głazu, za którym stałyśmy.
Zaczęłyśmy się nieprzyzwoicie głośno śmiać.
- O Boże, jak ja go nienawidziłam - powiedziała Alex, kiedy już wchodziłyśmy do wnętrza spodka.
- No, ja też... te jego: liczba krzeseł w tej sali podzielona przez liczbę okien plus liczba drzwi wynosi... 9, numer Oli! Zapraszamy, zapraszamy do pytania - zaśmiałam się.
- O matko, nie przypominaj mi nawet... tak się stresowałam, że mi się gorąco robiło...
Przeszłyśmy zakręt i przed nami stanął Liam.
- Hej, Liam! - zmieniłam język na angielski. - Co u was? Jak było na spotkaniu?
- Było świetnie, ale chodźcie z nami, bo nie potrafimy się dogadać, że światłowcem - odpowiedział i pociągnął mnie za sobą, a ja pociągnęłam Alex.
Stanęłam przed niskim, pulchnym panem z burzą loków.
- Chcemy fioletowe i białe światła - powiedział Liam.
- Chcą fioletowe i białe światła - powiedziałam do pana po polsku.
- Aaaa! Trzeba było tak od razu - odpowiedział facet i zasiadł przed komputerem. - Może być fiolet z lekką domieszką granatu? - zapytał.
- Tak, może - odpowiedziałam i zwróciłam się do Liama. - Załatwione.
- Dzięki! Teraz idziemy zrobić próbę dźwięku. Lepiej zaśpiewać na początku WMYB czy One Thing? Zastanawialiśmy się z chłopakami.
- WMYB, to prawie klasyka - powiedziała Alex.
Liam się wyszczerzył. Poszliśmy wszyscy do sali głównej, gdzie miał się odbyć koncert. Było to ogromne pomieszczenie, z wielgachną sceną, na której aktualnie stali wygłupiający się Zayn i Harry.
- Dobra, chłopaki! Mary i Alex mówią, że WMYB - powiedział Layn i wszedł na scenę.
Każdy ustawił swój mikrofon, a ja i Alex stanęłyśmy przed sceną. Harry dał znak dźwiękowcowi i rozbrzmiał podkład muzyczny. Chłopcy zaśpiewali WMYB i One Thing, a następnie stwierdzili, że wszystko jest OK, pozbieraliśmy wszystko i wyszliśmy ze spodka.
- To co, jedziemy teraz do domu? - zapytałam.
- W sumie to głodny jestem - powiedział Louis i zmarszczył czoło.
- Ja też! - powiedział Harry.
- Też bym coś wrzucił na ruszt... - mruknął cicho Liam.
Zayn pokazał kciuka, a Nialla nie musiałam pytać: każdy wie, że on zawsze ma ochotę na jedzenie.
- Ja nie jestem głodna, ale z chęcią wam potowarzyszę - powiedziała Alex.
Westchnęłam i zapytałam:
- To na co macie ochotę? Pizza, frytki, kebab... a może hamburgery?
- Szczerze mówiąc, zjadłbym coś swojskiego. Polskiego - powiedział Harry i się uśmiechnął.
"Haha, dam im roladę z kluskami śląskimi, ciekawe czy by im smakowało..." - pomyślałam.
Spojrzałam na Alex. Ta wzruszyła ramionami. Nagle, żarówka zaświeciła się nad moją głową! Miałam pomysł.
Dwie godziny później siedzieliśmy na ławce w parku z pełnymi brzuchami. Zjadłam dużo za dużo! A miałam być na diecie...
- Te wasze... pierogi są pyszne! - powiedział Niall i puścił mi oczko.
- Ta... niestety, wszystko co dobre musi być kaloryczne - mruknęłam.
- Martwisz się... szybko to zrzucisz. A co ci zastąpi pyszne pierożki, no co? - żartowała Alex.
Dałam jej kuksańca.
- A myślałam, że nie byłam głodna.
- No widzisz, a jednak zjadłaś 8 sztuk... - powiedział Zayn i wyliczył na palcach.
- Zamknij się - jęknęłam. - Rób wszystko, ale nie wypominaj mi, ile zjadłam...
- 8 sztuk? Słabo... ja zjadłem 14 - powiedział Harry.
- Hazz, przecież każdy wie, że wpierdalasz ile wlezie, a i tak jesteś chudy - powiedziała Alex.
- Może masz tasiemca - powiedział do Harry'ego Liam.
- Ja po prostu w nocy, jak wy śpicie, chodzę na siłownię, dlatego mam takie ciało - powiedział z sarkazmem Harry.
- Tak, oczywiście, a ja jestem dziewicą - powiedziała Alex i natychmiast się zamknęła, rozumiejąc, co właśnie palnęła.
Louis popatrzył na nią tępo, a Zayn rzucił jakiś żart dla rozluźnienia atmosfery.
Co chwila do naszej ławki podlatywały fanki chłopców prosząc o zdjęcie czy autograf, tak więc czym prędzej się stamtąd wynieśliśmy.
- To co, jedziemy do domu? - zapytał Liam.
- Wy jedźcie, my z Mary musimy iść coś załatwić - powiedziała Alex.
Co załatwić? Nic o tym nie wiedziałam.
- Okej... Zadzwonię do mamy i jej powiem, że chłopcy przyjadą beze mnie - powiedziałam i zadzwoniłam.
- Mamo, chłopcy zaraz przyjadą do domu, ale ja muszę iść z Alex coś załatwić na mieście. Po prostu się nie odzywaj i ich wpuść - powiedziałam, kiedy usłyszałam mamę w słuchawce.
- No dobrze, ale wróć na kolację. Jak jest po angielsku "Co byście zjedli"?
- Mamo, nie rozmawiaj z nimi. Zabijesz ich akcentem.
Mama prychnęła i się pożegnała. Schowałam komórkę kieszeni.
- Dobra, chłopcy, wsiadajcie w waszą zajebistą limuzynę. Spotkamy się za dwie godziny, podejrzewam - powiedziała Alex i pociągnęła mnie za sobą.
Na odchodne pomachałam chłopcom i ruszyłam za Alex.
- Hej, gdzie idziemy? Co mamy załatwić? - zapytałam.
- Musimy iść, po pierwsze: kupić jakieś ciuchy na urodziny Liama, po drugie: kupić materiały potrzebne do zrobienia albumu na prezent. Wiesz, tego o którym mówił ci Zayn.
- Skąd wiesz co mi mówił Zayn?
- Nie mówił tylko tobie. Podsunął nam ten pomysł na lotnisku, kiedy Liam poszedł kupić kawę, nie pamiętasz?
Próbowałam sobie przypomnieć ten moment, lecz jedyna rzecz, która przewijała mi się w tej chwili przez myśl, był dział z lakierami do paznokci na jesień w InStyle.
- Dobra, whatever - powiedziałam i ruszyłyśmy obie w stronę centrum handlowego.
Godzinę później stałyśmy przed kolejnym sklepem z butami.
- Przysięgam, że to ostatni sklep z butami, do którego dzisiaj wchodzę - powiedziałam.
- Nie marudź! Muszę znaleźć idealne szpilki w beżowym kolorze. Ale muszą mieć dość wysoką platformę, jasny kolor i sprawiać, że będę miała nogi jak top model.
- Nie możesz wziąć jakichś, które zalegają ci w szafie?
- Kurde, Mary. Ty nie musisz wydłużać nóg, ale ja tak!!! I potrzebuję do tego beżowych szpilek.
Chodziłyśmy już czwartą godzinę po galerii, i powiem szczerze, że nogi pomału odmawiały mi posłuszeństwa. Kupiłam piękną, czerwoną sukienkę oraz czarną, krótką marynarkę i byłam spełniona.
W sklepie Alex przymierzała chyba dziesięć par szpilek i żadne jej nie pasowały. Te za wysokie, te za drogie, nie ma dobrego rozmiaru, "widzisz ten kolor?!"... Już miałyśmy wychodzić, kiedy nagle przyjaciółka stanęła jak wryta.
- Alex, idziesz... - zaczęłam, ale zaniemówiłam i również nie dowierzałam własnym oczom.
Przed nami stała Annie i oglądała buty, jak gdyby nigdy nic.
- Annie?! - wykrzyknęłyśmy ja i Alex równocześnie.
- Mary! O, i Alex... - powiedziała dziewczyna i zmarkotniała. - Jak dobrze was widzieć! Co tu robicie?
- Co MY tu robimy? - Alex prychnęła. - Jesteśmy w swoim kraju. Pytanie brzmi: co ty tu robisz?
- No, ja myślałam, że wiecie! Chłopcy powiedzieli, że urządzacie imprezę urodzinową Liamowi. Więc kazali mi przylecieć. Jutro w klubie Energy 2000, o 19. Więc jestem, a teraz szukam butów. A wy?
- Szukamy butów na imprezę urodzinową Liama - palnęłam.
Alex spojrzała na mnie z miną typu facepalm.
- Aha... Mieszkam w hotelu, niedaleko - powiedziała Annie. - Co macie dla Liama?
- Album ze wspomnieniami, zdjęciami, itp - powiedziała Alex.
- Harry do mnie dzwonił i coś wspominał. Mogę wam pomóc!
- Harry do ciebie dzwonił, powiadasz. No dobra, to kupuj buty i idziemy do sklepu po materiały papiernicze i pisiemnicze.
Alex w końcu zdecydowała się kupić jedne szpilki. Wprawdzie nie były beżowe, tylko delikatnie brzoskwiniowe, ale i tak wyglądały świetnie. Annie też jakieś nabyła i poszłyśmy do sklepu papierniczego. Kupiłyśmy papier kolorowy, pisaki, mazaki, pastele, folie, nożyczki, klej na gorąco, cyrkonie, różne ozdóbki no i oczywiście wielki, niebieski album z pustymi kartkami w środku. Razem z Alex odprowadziłyśmy Annie do hotelu i pojechałyśmy autobusem do domu.
Stanęłam przed drzwiami mieszkania mojego i rodziców, i zapukałam. Nikt nie otwierałam. Nacisnęłam dzwonek. Nic. Znowu popukałam. Nacisnęłam klamkę i ku mojemu zdziwieniu, drzwi ustąpiły. Usłyszałam śmiech dochodzący z salonu, więc zamknęłam cicho drzwi i weszłam do pokoju.
Przy stole siedzieli moi rodzice, Zayn, Louis i Niall i bawili się w najlepsze. Grali w karty, rozmawiali i się śmiali. Zaraz, zaraz... rozmawiali?! Po jakiemu? Na stole stała opróżniona butelka po wódce. Ano tak, alkohol łamie wszystkie bariery, nawet językową.
 O, Marta! Dobrze, że jesteś! Ale możesz gdzieś wyjść, mamy męski wieczór - powiedział tata, kiedy mnie zauważył.
Zayn się uśmiechał, Louis podśpiewywał, a Niall nakładał sobie sałatki. Wszyscy byli narąbani jak stodoły. No, takiego powitania się nie spodziewałam.


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 No siema, tu Ola :) Tak, wiem za bardzo sie nie udzielam, ale pisanie mi wychodzi. Pisać jakieś imaginy, czy nie jesteście zainteresowane? Odpowiedzcie w komentarzach i oczywiście piszcie swoje opinie na temat rozdziału, które motywują Martę do dalszego pisania.




wtorek, 22 maja 2012

Rozdział 16

- Marta, jak ty to sobie wyobrażasz? - zapytała mama, chodząc po kuchni w te i wewte.
Na samym początku nie zareagowałam na "Marta". Już dawno nie słyszałam, żeby tak ktoś do mnie mówił.
Tata już się dawno zgodził, powiedział tylko, żebyśmy dali mu spać, i poszedł do sypialni. No tak, nawet jakby był koniec świata, on by to miał gdzieś i poszedłby spać. Ale mama nie dawała za wygraną. Usłyszałam śmiech Louisa dochodzący z mojego pokoju.
- Mamo, to tylko tydzień, w dodatku chłopaki przez cały dzień będą poza domem... Dzisiaj o 13 mają spotkanie z fanami w Katowicach i jakiś tam wywiad. My z Alex chyba zostaniemy w domu, albo wyjdziemy na miasto. Oni są naprawdę mili, jutro rano cię z nimi poznam.
- Ciekawe jak, skoro ja nie mówię po angielsku?
- Przetłumaczę. Nie będziecie przecież musieli dużo rozmawiać, po prostu ja będę im mówiła, to co ty chcesz przekazać.
- Dobra, ale Zayn śpi na materacu.
- Mamo, po 1: nie mamy materaca! A po 2: chyba nie wypada kłaść gwiazdę na materacu, skoro w moim pokoju stoi ogromne łóżku, na którym z powodzeniem zmieszczą się dwie, a nawet 3 osoby, ale nie będę przeginać. Lou i Niall śpią na rozkładanej kanapie w salonie, więc też nikt ci nie będzie przeszkadzał. Zgódź się proszę! Harry i Liam są u Alex.
- Dobra. Idź tam szybko, bo chyba ci już zdemolowali pokój. Jutro pogadamy.
- Dzięki! - ucieszona przytuliłam mamę i poszłam do swojego pokoju.
Zayn leżał na łóżku i przeglądał moje stare, szkolne zeszyty, Louis oglądał moje ciuchy, a Niall przymierzał okulary przeciwsłoneczne. Kiedy zorientowali się, że przyszłam, natychmiast przestali robić to, co robili i potulnie usiedli na łóżku.
- Więc... rodzice się zgodzili - powiedziałam i pokazałam kciuka.
- Spoko! Jutro zrobisz nam pyszne polskie śniadanie i zwijamy się. Jeszcze jutro rano zadzwonię do naszego kierowcy, powinien być w Polsce nad ranem. Miał jakieś problemy z limuzyną, ale podobno już wszystko OK - powiedział Niall.
Polskie śniadanie?! O nieeeeee!
- Mh, jasne. Nastawię budzik - powiedziałam, chwyciłam telefon i włączyłam alarm, punkt 10 rano.
- A... gdzie śpimy? - zapytał Louis.
Zaprowadziłam chłopaków do salonu i pościeliłam im łóżko, a właściwie rozłożoną kanapę, pokazałam toaletę i kazałam im się czuć jak u siebie.
- No to, dobranoc! - powiedział Niall.
- Dobrej nocy, Mary - mruknął Louis, który już zasypiał.
- Miłych snów - odpowiedziałam i poszłam do łazienki. Przebrałam się w piżamę, umyłam zęby, zmyłam makijaż. Byłam strasznie senna, i jedyną rzeczą, na którą miałam ochotę, był właśnie sen. Powlokłam się do mojego pokoju. Zayn wyglądał przez okno.
- Matko, ale męczący dzień - powiedział i położył się do łóżka.
Napisałam sms-a do Alex o treści: "Jutro o 10 wstań, żeby cię chłopcy nie musieli budzić. Moi rodzice zareagowali OK, chłopcy mogą zostać. Jak u ciebie?".
Weszłam do łóżka i opatuliłam się kołdrą. Coś mnie dźgało w brzuch.
- Króliś! - zaowłałam, wyciągając spod siebie maskotkę królika, którą dostałam jak byłam baaardzo mała. Do 15 roku życia z nią spałam, potem zapomniałam. Przypomniały mi się stare czasy. Przytuliłam królisia ucieszona.
- Krolis? - zapytał Zayn, nie umiejąc wymówić tego słowa poprawnie.
- Tak, moja kochana maskotka!
Usłyszałam dźwięk sms-a. Alex odpisała: "Moi też się zgodzili. Jestem podekscytowana jak cholera! Do jutra". Schowałam telefon pod poduszkę i odwróciłam się do Zayna.
- Dobranoc - powiedziałam cicho i przytuliłam się do chłopaka.
I gdy tylko zamknęłam oczy, zasnęłam. Nie zdarza mi się to często, zazwyczaj przed snem przewracam się jeszcze w łóżku.
Rano, jak zwykle nie dając mi pospać, obudził mnie mój telefon. Była 10, a ja czułam, jakby był środek nocy. Wstałam, i nie budząc nikogo poszłam do kuchni. Mama już tam siedziała i robiła śniadanie oraz kawę.
- Hej, mamuś - przywitałam się i usiadłam przy stole. - Gdzie tata?
- W pracy - odpowiedziała mama, robiac jajecznicę.
- Dzięki, że robisz śniadanie... wiesz, że ja nie potrafię gotować.
- Miałabym tym chłopcom dać umrzeć przez ciebie? Nie, nie, nie, wolę im sama zrobić. Piją kawę?
- Tak, rozpuszczalną. Ale ja bez cukru. Jestem na diecie.
- Mam nadzieję, że Zayn cię nie zmusza, ani nic - mama popatrzyła na mnie podejrzliwie.
- Nie, no co ty...
- Ale powiedz mi, czemu oni wszyscy nie mieszkają w hotelu?
- Alex palnęła, że chętnie ich przenocuje, ale tylko dwóch... A ja, co miałam powiedzieć? Harry i Liam, śpijcie u Alex, a Zayn, Lou i Niall jedźcie do hotelu? Musiałam zaproponować, żeby nocowali u nas.
- Alex to Ola, ma się rozumieć?
- Tak, musisz wiedzieć, że "zangielszczyłyśmy" nasze imiona.
- Zangielszczyłyście? Udane jesteście, dziewczynki. Ale faktycznie, przystojni są. Jeszcze bardziej niż na zdjęciach!
- No mówiłam przecież! - powiedziałam i zrobiłam łyk kawy.
- A rodzice Oli... o, przepraszam, Alex, się zgodzili? Co powiedzieli? - dopytywała się.
- Ta, zgodzili się.
- A który z chłopców ma dziewczynę? No, z wyjątkiem Zayna oczywiście.
- Liam jest z byłą Louisa, a Harry... chyba z Alex.
- Co ty gadasz? Naprawdę? To super.
- Ta, ostatnio o tym gadałyśmy. Powiem ci szczerze, że nie wierzyłam w to, że Harry będzie z Alex, bo wydawał się być obojętny dla niej. Ale to była tylko przykrywka, czasem trudno mi jest go zrozumieć...
- No, mi pewnie też by było, ten ich angielski brzmi dla mnie jak chiński!
- Mamo, nie chodzi o akcent - zaśmiałam się. - Chodzi o jego charakter. Trochę się zmienił w te 6 miesięcy, od kiedy z nimi mieszkam.
- Każdy się zmienia. No chyba, że to ty tak namieszałaś mu w głowie!
- Haha, ja? Prędzej sława. Sodówka.
- Aż tak źle?
- No nie, przesadziłam trochę. Harry zachowuje się w porządku.
Godzinę później byliśmy już wszyscy po śniadaniu. Chłopcom bardzo smakowało, a moja mama czuła się dowartościowana jak nigdy. Panowała miła atmosfera, na szczęście nie było niczego w stylu bitwy na żarcie. Niall zadzwonił do kierowcy ich limuzyny, i o 12:30 pojawił się on na parkingu przed blokiem. Wszyscy z osiedla wyglądali przez okno i wypatrywali któż to przyjechał limuzyną.
- Dobra, więc zadzwońcie jak już będziecie po spotkaniu. Przyjedziemy jakimś busem - powiedziałam do chłopców, kiedy wsiadli do samochodu.
Zayn puścił mi oczko i wchodząc ostatni zamknął drzwi limuzyny.
Alex stała obok mnie, i teraz obie gapiłyśmy się na odjeżdzający samochód.
- O Boże, ale z nas szczęściary - powiedziała Alex.
- No, i to jakie... - odpowiedziałam rozmarzonym głosem. Usiadłyśmy obie na ławce przed moim blokiem.
- Muszę ci coś powiedzieć - zaczęła Alex.
- Nie jesteś w ciąży?
- Nie, no co ty - postukała się w głowę. - Pamiętasz, że mój tata ostatnio zepsuł u nas w WC spłuczkę? I trzeba było spłukiwać wodą z wiadra...
- Ta, pamiętam - zaśmiałam się.
- Zapomniałam powiedzieć chłopcom, żeby nie spłukiwali... tradycyjnie. I Harry poszedł nad ranem do kibla... Spłukał wodę normalnie. Usłyszałam huk i jego krzyk. Pobiegłam zobaczyć co się dzieje, i okazało się, że kibel wybuchnął! Seryjnie, woda tryskała na wszystkie strony... Myślałam, że umrę ze wstydu... No masakra! Na szczęście przyszedł Liam i wszyscy zaczęliśmy się śmiać, Harry zaczął mnie przepraszać. A mój tata dzisiaj naprawi tę spłuczkę.
Zaczęłam się tak śmiać, że aż mnie brzuch bolał. Wyobraziłam sobie przerażonego Harry'ego i wybuch toalety... Tylko u Alex mogło się zdarzyć coś tak komicznego. Chociaż, nigdy nie wiadomo...
Poszłyśmy do naszej szkoły i spotkałyśmy wielu znajomych. W tym, moją dawną gimnazjalną miłość. Boże, jak ja mogłam się w nim kochać?! Nawet nie zwracał na mnie uwagi, dupek. Teraz cały czas mówił: "One Direction", "ale fajnie", "szkoda, że wyjechałaś", "szacun". Alex stała obok mnie znudzona i widać było, że tez za bardzo go nie słuchała. Następnie poszłyśmy do mojej babci, zjadłyśmy obiad, porozmawiałyśmy z nią. Kurde, ale za nią tęskniłam! I w ogóle, za całą Polską.
W końcu, około 16, zadzwonił telegon Alex.
- To Harry - powiedziała i odebrała. Po kilkuminutowej rozmowie, zakończyła połączenie i mi powiedziała: - Wsiadamy w autobus i jedziemy na Rondo. Chłopcy kończą rozdawać autografy, potem idą obejrzeć salę w spodku, na ten koncert. Hazz powiedział, że mamy tam być z nimi, więc musimy się spieszyć. Powiedziałam, że będziemy do 30 minut.
Skinęłam głową. Poszłyśmy na przystanek autobusowy i czekałyśmy.


____________________

Dziewczyny! Obiecuję, że się poprawię.
Jak na razie pisanie rozdziałów idzie mi w MEGA ślimaczym tempie.
Jak się nie uczę, to pracuję nad projektem gimnazjalnym
i generalnie dla siebie za dużo czasu nie mam, a oceny muszę poprawić,
i to zawsze będzie dla mnie ważniejsze niż życie 'blogowe'.
W związku z tym, chcę wam tylko przekazać, że w ten weekend postaramy się z Olą
nadrobić wszystkie zaległości w czytaniu waszych opowiadań,
zrealizuję również projekt 'Show me your blogs' i może nawet zrobię
na ten temat notkę. 
Kolejny rozdział dodam może pod koniec tygodnia, muszę skończyć w tym tygodniu 
27 i najlepiej jeszcze napisać 28. 
Bardzo dziękuję za komentarze! :* Mam nadzieję, że opowiadanie się wam podoba
i że liczba obserwatorów trochę wzrośnie, bo bardzo by mnie to zmotywowało ; >

Więc jeszcze raz wielkie: DZIĘKUJĘ 




niedziela, 20 maja 2012

Show me your blogs! vol. 1

Hej! ;-))))
Wiem, że wiele z naszych czytelniczek ma również bloga ze swoim opowiadaniem, a my z Olą, z przyczyn oczywistych nie możemy ich wszystkich czytać, bo o niektórych nie mamy pojęcia :3
A więc, żeby to zmienić, w komentarzach zostawiajcie linki do swoich blogów, a my postaramy się je przeczytać i obiektywnie ocenić.

Pozdrawiam i czekam na propozycje!

Marta xxx

PS Nowy rozdział dodam, jak pod poprzednim postem będzie co najmniej 5 komentarzy :)x


środa, 16 maja 2012

Rozdział 15

Wczoraj balowałyśmy do późnej nocy. Oglądałyśmy zdjęcia za czasów podstawówki, jeszcze jak jeździłyśmy do mnie na działkę, na wieś i latałyśmy po podwórku prawie na golasa. Kiedy opiekowałyśmy się naszymi lalkami Chou-Chou, kiedy zbierałyśmy kolorowe karteczki i oglądałyśmy W.I.T.C.H. Beztroskie i szczęśliwe dzieciństwo, nasze właśnie takie było. Po oglądaniu zdjęć pojarałyśmy niebieskie L&M, piłyśmy wino i Malibu. Potem zaczęłyśmy się rzucać ciuchami, bielizną, podpaskami i tym, co nam się na ręce nawinęło. Śmiałyśmy się z wszystkiego i cały czas miałyśmy głupawkę. Brakowało mi tej naszej głupoty. Nie sprzątając tego bajzlu, poszłyśmy spać. Obudził mnie rano czyjś cichy śpiew. Byłam tak śpiąca, że nie otwierałam oczu, tylko nałożyłam na głowę poduszkę. Nagle ktoś zaczął mną trząść, znów ktoś inny na mnie skoczył, usłyszałam dźwięk gitary i drącego się Liama. Otworzyłam oczy i usiadłam szybko na łóżku, rozglądając się. Po całym pokoju rozrzucone były podpaski, tampony, staniki, majtki i jakieś ciuchy. Na stoliku stało opróżnione Malibu, 2 puste butelki po winie i popielniczka z niedopałkami. Na łóżku, między mną, a Alex leżał Harry i gapił się na mnie z uśmiechem. Obok mnie, klęczał Niall z gitarą, obok niego Liam, a Zayn stał naprzeciw łóżka, w samych spodniach od piżamy. W rękach miał album ze zdjęciami, które wczoraj oglądałam z Alex. Chyba już go obejrzał, bo widać było, że nie umiał powstrzymać śmiechu. Wyskoczyłam z łóżka, wyrwałam mu album i przycisnęłam go sobie do piersi (album, nie Zayna, rzecz jasna :D).
- Co wy tu robicie? - zapytałam z wyrzutem.
- A, chcieliśmy was obudzić, ale widzę, że wczoraj nieźle imprezowałyście - powiedział Harry, leżąc w łóżku i wskazując głową na wszechogarniający bałagan.
- Ale byłyście seksowne w samych majtkach - powiedział Zayn.
- O Jezu, oglądałeś? - zapytałam jękliwie.
- Wszyscy oglądaliśmy - powiedział Liam.
- Co za upokorzenie - westchnęłam i podeszłam do Alex, trzęsąc nią. - Wstaaawaj, bejbik.
Dziewczyna ocknęła się i usiadła na łóżku.
- O kurwa, co wy tu wszyscy robicie? - zapytała, zakrywając się kołdrą.
- Gwałciliśmy was w nocy - odparł Niall i się wyszczerzył.
- Nialler, poczułabym - zaśmiałam się.
Wszyscy na mnie spojrzeli dziwnym wzrokiem. Zmieszana, udałam, że kaszlę.
- Dziewczęta, śniadanie podano - powiedział Lou, wchodząc do pokoju.
- O jak miło, ciekawe tylko kto to za nas posprząta? - zapytała Alex patrząc z nadzieją na Harry'ego. Ten, obejmując ją ramieniem powiedział:
- Nie licz na mnie. Nie będę zbierał podpasek.
- Nie są nawet zużyte! - powiedziałam. Znowu wszyscy popatrzyli na mnie dziwnie.
"Jezu, czy ja jestem trzeźwa?" - pomyślałam i machnęłam ręką.
Po pysznym śniadaniu poszłam się ogarnąć. Jak zwykle narzuciłam coś luźnego, pomalowałam się i weszłam do salonu, gdzie zastałam całą ekipę. Wszyscy byli czymś zajęci, do czasu, gdy mnie zobaczyli. Usiadłam ostrożnie na fotelu i spojrzałam na wszystkich podejrzliwie.
- Co jest? - zapytałam.
- Mamy niespodziankę - powiedział Louis.
- Bardzo fajną! - dodał Niall.
- Otóż... Mary, Alex... -  powiedział cicho Harry - radziłbym wam iść się pakować, bo dzisiaj wieczorem wylatujemy.
- Gdzie? - zapytała Alex ze zdziwieniem.
- Żebyście mogły zobaczyć się z rodziną, i z powodu naszych fanów w tym kraju, wylatujemy dziś do Polski, na tydzień - powiedział Harry i szeroko się uśmiechnął widząc moją minę.
- O matko! To chyba najlepsza niespodzianka, jaką mogliście mi zrobić - powiedziałam.
- W końcu będę mógł poznać twoich rodziców, Mary! - powiedział Zayn.
O kurwa.
Uśmiechnęłam się sztucznie i zapytałam:
- Chłopaki, robicie w Polsce koncert? Super, polskie fanki was uwielbiają, ale to chyba dobrze wiecie. Będziecie mieszkać w hotelu?
- Spoko, nie ma problemu, Liam i Harry będą mieszkać w moim mieszkaniu, starczy miejsca - powiedziała Alex podekscytowana, i udała, że się wachluje.
Zayn, Niall i Louis spojrzeli na mnie pytająco.
- Yyy... No, Zayn, Niall i Lou mogą nocować u mnie...
- Nasz drugi koncert w Polsce! Tym razem w Katowicach, w spodku. Może pojedziemy też do Krakowa - powiedział Harry.
- No, fajnie to wymyśliliście, mózgi - poparłam. - I w dodatku do Katowic od mojego rodzinnego miasta macie 10 minut jazdy autem.
- No przecież, jesteśmy genialni - powiedział Niall.
- Ale muszę uprzedzić rodziców - powiedziałam.
- Zrób im niespodziankę – podpowiedział mi Zayn.
Z jednej strony rodzice wkurzą się, jak im powiem, że od dzisiaj w ich mieszkaniu będzie mieszkało 3 chłopców przez tydzień, ale z drugiej strony medalu będą tak zszokowani, że przyleciałam, że pewnie i tak się zgodzą. Przecież Zayn to mój chłopak, a Lou i Niall są mili i fajni. Jedyną przeszkodą będzie bariera językowa, bo moi rodzice po angielsku to nie za bardzo. Cóż, będę musiała robić za tłumacza. Dobra, nie dzwonię, będzie suprise.
- Liam, zapomniałam się zapytać... Jak tam z Annie? - zapytałam.
Liam się uśmiechnął.
- Chyba już jesteśmy razem - odpowiedział.
- Gratulacje! - powiedziałam i dałam mu piątkę.
- No dobra, wypadałoby się pakować - powiedział Zayn.
- Racja, racja - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.
Przez kolejne 5 minut szukałam mojej walizki. Potem przypomniało mi się, że jest w schowku, i czym prędzej po nią poszłam. Potem 15 minut zastanawiałam się, ile rzeczy wziąć. Następnie usiadłam na łóżku, i myślałam, jak mam rozmieścić u nas chłopców. Rodzice będą spali w ich sypialni, Niall i Louis razem w salonie, a ja i Zayn u mnie... Razem? O nie, rodzice się nie zgodzą. Na bank!
Westchnęłam i zaczęłam się pakować. Nie zajęło mi to więcej niż 20 minut, po czym spakowałam bagaż podręczny i z ulgą zamknęłam walizkę.
Ok, jedno mam za sobą.
Do pokoju wszedł Zayn.
- Liam ma za 3 dni urodziny, chcemy mu zrobić urodziny w fajnym klubie. Są u was jakieś? - zapytał, siadając obok mnie na łóżku.
- Wyobraź sobie, że są! I to nawet spory wybór - powiedziałam z sarkazmem. - A co mu kupimy?
- Pomyślałem, że moglibyśmy wszyscy zrobić mu taki album... ze zdjęciami, wspomnieniami, itp. To chyba by był najlepszy prezent.
- Świetny pomysł, Zayn - powiedziałam.
Faktycznie, to na pewno by go ucieszyło. Ale kiedy mamy to zrobić, skoro chłopcy od rana do wieczora będą mieli spotkania z fanami, wywiady, koncert?... No chyba, że Zayn chciał, żebym zrobiła to tylko ja z Alex. Tak, oczywiście... Może jeszcze moi rodzice nam pomogą, wtedy w ogóle będzie przypałowo.
Kilka godzin później byliśmy już po odprawie i siedzieliśmy w samolocie. Siedziałam razem z Zaynem i Alex.
- Boisz się latać? - zagadnął mnie Zayn.
- Nie... Raz, jak leciałam z rodzicami do Bułgarii, miałam awaryjne lądowanie, nawet wtedy się nie cykałam.
- Szkoda, myślałem, że będę mógł cię poprzytulać.
Przysunęłam się do niego.
- Nawet teraz możesz - powiedziałam.
Pocałował mnie szybko i otworzył paczkę z czipsami. Przewróciłam oczami i oparłam się o siedzenie. Podsunął mi czipsy pod nos.
- Przecież wiesz, że jestem na diecie! Próbujesz mnie utuczyć - powiedziałam i zrobiłam kwaśną minę.
Zayn się uśmiechął i pokręcił głową, był to gest typu: "Baby są takie dziwne...".
Po krótkim locie i odprawie, bus zabrał nas do miasta rodzinnego mojego i Alex.
- Fajna ta Polska - powiedział Harry. - Na lotnisku nikt nas nie poznał!
- Dużo tu zieleni - zauważył Niall.
Spojrzałam na niego dziwnie i powiedziałam:
- Jest 1 w nocy, nic nie widać.
- Ja to czuję, Mary... to rośliny się ze mną kontaktują... one są inteligentne, rozmawiam z nimi czasem...
- Potrzebujesz polskiej wódki, Niall. Majaczysz - powiedziała Alex.
Zaśmialiśmy się.
Kiedy dotarliśmy już na osiedle, na którym znajduje się blok mój oraz blok Alex, wszyscy się rozdzieliliśmy.
- Dobra, to jutro jak się obudzicie, zadzwońcie - powiedziała Alex.
- Okej, jutro musimy jechać na spotkanie z fanami, więc śpimy do 10:30  max - odpowiedział Zayn.
Alex z Harrym i Liamem poszła do swojego bloku, a ja zostałam z Zaynem, Louisem i Niallem.
- Fajne osiedle, takie ciche - powiedział Naill.
Przełknęłam ślinę.
- Ta, jest nawet OK - powiedziałam i weszłam do klatki. Moja walizka stała się teraz nieubłaganie ciężka, tak jakby chciała mi opóźnić spotkanie z rodzicami. Jednak to musiało się stać, choć chętnie bym to ominęła.
Znaleźliśmy się już pod drzwiami do mieszkania moich rodziców.
- Okej, pamiętajcie: Oni nie mówią po angielsku, więc za dużo się nie odzywajcie. Ja z nimi pogadam, a wy idźcie od razu do mojego pokoju. Prosto i w lewo.
Chłopaki skinęli głowami, a ja zadzwoniłam do drzwi. Przez dłuższą chwilę nikt nie otwierał, aż w końcu usłyszałam charakterystyczny trzask zamka i ujrzałam moją mamę w szlafroku i wałkach na głowie.
- Cześć! - powiedziałam i ją uściskałam.
Mama patrzyła na mnie jak na idiotkę.
- Możemy wejść? To jest Zayn, Niall i... Louis - powiedziałam i wskazałam na chłopaków. - Mamo, Louis to ten, który ci się podobał.
Moja mama nadal się nie odzywała i wydać było, że jest w niemałym szoku, że nas widzi u progu swoich drzwi o 1 w nocy. A ja miałam w głowie tylko jedno słowo: AWKWARD!

__________________________

dla Oli <3

HAHAHA!





:) Obiecuję się poprawić!